W szafie zmieści się prawie wszystko. Pojemna jest i pękata.
W mej szafie stoi kufer pełen wspomnień.

Szafę mogę zamknąć na klucz i zapomnieć. A potem znów otworzyć i uśmiechnąć się.
Jeśli czasem zapłaczę, to z szafy wyciągnę błękitne chusteczki, wytrę łzy i w końcu przebaczę.

W mojej szafie mogę się schować, zniknąć.
Szafę mogę przemalować i zapełnić miłością, nadzieją i szczęściem.
W szafie zawsze mogę wszystko od nowa poukładać.
Zatem zapraszam - właśnie otwieram swoją ciągle jeszcze niepoukładaną:
Szafę malowaną





Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łazienka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łazienka. Pokaż wszystkie posty

12 grudnia 2011

Koniec i kropka.

Od dwóch lat wciąż poszukuję...
Ciężki to czas, szczególnie gdy jest się ludziem który musi wszystko zaraz- natychmiast-już.
Kolejny raz przekonałam się że moje potrzeby czy gust jest mocno wypaczony, i te wszystkie moje dotychczasowe "zaraz-ki" muszą chodzić precz :P
Tego czego PRAGNĘ i POTRZEBUJĘ bo wymyśliłam SAMA, nie  ma i już:P
Trochę to niewygodne, jeśli:
a) nie ma w niedalekim pobliżu tak zwanych klamociarni, targów staroci, czy popularnych na dzikim zachodzie wyprzedaży garażowych - a tam jak wiadomo zainteresowanym tematem, WYMYŚLA się najlepiej, po czym do domu znosi;
b) niezliczonych ilości funduszy pozwalających spełnić wszystkie marzenia nie tylko te wnętrzarskie - a POTRZEBY by się znalazły że HOHOHO, tylko spełniać ;)
c) nieograniczonego niczym czasu który można "zmarnować" na wyżej wymienionych czynnościach pozwalających spełnić wszystko co wspomniane :P
Do tego chyba  gust mój dziwny jest nieco, bo wymyśla cóś czego naprawdę nigdzie nie ma, albo jest nieprzyzwoicie kosztowne, a wtedy włącza się żarówiaście Rozum (tiaaaa, prawie jak z reklamy), i broni szaleć, bo nie będzie papierków na potrzeby najważniejsze i potrzeby najpotrzebniejszej.
I mam ja baba placek :P. Nie pierwszy i nie ostatni, szkoda że gorzki taki:P Żeby choć z wisienką na pocieszajkę małą... ale nie, za dobrze przecież by było :P
Od czego zatem jest pomysł i tzw. szumnie nieraz i na wyrost stosowana kreatywność?
A dodać jeszcze koniecznie muszę że potrzebuję mnóstwa rzeczy. Praktycznych i niepraktycznych, lecz oko cieszących. Tak jakoś zapadły mi w głowę, że muszę je mieć i już. W dodatku WYŁĄCZNIE takie które wzięły i zapadły. Koniec i kropka. Amen.
Wszystko wspomniane powyżej dotyczy w głównej mierze wymysłów i potrzeb moich i wyłącznie moich, a najwięcej dotyka tematu wnętrzarskiego, w szczególności domu własnego.
A to też cała historia... Bo ubzdura sobie ten gust różne takie, i nie dopuszcza innych tamtych. Pojęcia nie macie jakie to upierdliwe. A jeszcze gorzej bywa gdy już dochodzi do realizacji TEGO upragnionego, i w trakcie tychże, wątpliwości w głowę włażą czy się aby jednak zanadto nie przesadza! Upierdliwość potrójna normalnie. A jaka męcząca!!!. Na szczęście rzadko kiedy TO upragnione jest do bani, zazwyczaj jest ok, i wówczas pełnia szczęścia, z tęczą świetlistą i brokatem z nieba :)))
Nie mówię też o TYCH pragnieniach które się same przed tę głowę z oczami napatoczyły. Nie głowy wina że się patoczą, nie ma na to rady, a jeśli już się spodobają oczom, to trza brać. Gorzej gdy kasy nie ma, to wtedy jest ... psia mać :P Bywa, cóż życie samo. Nikt przeca nie obiecywał że łatwo będzie.
Po co tyle gadam ? A bo wyjaśnić najpierw muszę jak to u mnie jest z tym chcącym pragnieniem natychmiastowym w dodatku.
Bo chciałam od lat dwóch, chciałam, pragnęłam, musiałam, potrzebowałam KONIECZNIE zaposiąść abażurki do nowej łazienki. Myślicie że czemu jej dotąd nie pokazywałam? Właśnie z powodu braku pięknego oświetlenia i smętnie zwisających kabli elektrycznych zwieńczonych żarówkami (a każda z innej parafii), łazienka zaistniała na blogu w kilku zaledwie elementach ;) W dodatku głowa zapragnęła, jak się później okazało, nieuchwytnego. Choć rozum nie raz podpowiadał: weź se babo zmodyfikuj, strzel farbką, doklej pierdut i powieś. Ale gdzie!!! Musi być jak zapadło wymyślone i ani na myśl głowinie żeby se ułatwić :P
Dziś mogę pokazać więcej, bo mam abażurki kreatywne, rozum jednak dał radę i przełknął co odpuścił ;)))
Tym samym łazienki pokazać więcej mogę.
Wyglądają tak jak niżej, i dla stałych bywalców pewnego ogromnego sklepu występującego w nielicznych polskich miastach (u mnie oczywiście nie, bo czemu niby miałby), nie będzie stanowiło tajemnicy jaka była przypisana im przez producenta pierwotnie funkcja:)
U mnie robią za ABAŻURKI, szkoda że nie większe, niestety takich wówczas nie było, natomiast TE sprawdzają się w swej roli całkiem przyzwoicie. Co więcej, zniknęły kable z żarówkami mieszanymi smętnie dyndającymi, więc pragnienie zaspokojone, a w głowie radość wielka panuje. I oczy same się śmieją, taki bonus rozum zapodał :)))



 Żarówki do wymiany - wiem;)
Uffffff, odetchnęłam z ulgą wielką gdy Osobisty dokonał własnoręcznej przemiany abażurków kreatywnych pod dyktando i wskazówki bacznie obserwującej i pilnującej. Oczywiście prawie, już, natychmiast, w tej chwili zawisły zamiast dyndających kabli z tymi świetlistymi a mieszanymi. I są, i wyglądają nawet, nawet, a już z całą pewnością BARDZO przyzwoicie. O kreatywności wiedzą nieliczni, większość nawet się nie domyśla że to zwykłe osłonki na doniczki zakupione w IKEA, wszyscy twierdzą że ładne, więc jest naprawdę okej :)))) Zresztą, niechby powiedzieli co innego ;)
 I wiecie? Mimo że co innego w głowę zapadło, tak jak jest też jest dobrze! Pomimo, bo zawsze może być lepiej:)))


Jeszcze inna potrzeba łazienkowa podszyta natychmiastowym pragnieniem zaposiąścia i wykonania, to lustro, niebanalne, oryginalne miało być, najlepiej starawe nieco, ale co gdy nie było tam gdzie się szukało :P
No to wymyśliłam, poprosiłam zaprzyjaźnionego stolarza o zrobienie ram. Dałam te ramy szklarzowi, już obcemu, za to miastowemu, wziął wstawił i mam. Osobisty dziureczkę w ścianie wywiercił  NATYCHMIASTOWO (i tak długo przecież czekałam CIERPLIWIE !) i powiesiłam LUSTRO. I jest, o, takie:




Trudno, nie jest starodawne, i zwyczajnie proste w dodatku, ale moje.
I pasuje mi, i łazience w nim do kafli ;) I o to chyba chodzi:)
Nad lustrem światełko "zapchaj dziurka" ale wolę takie niż żadne, a tym bardziej kabel z dyndadłem żarówkowym :P  Już wymyśliłam sobie kinkiecik, i pewnie do świąt znajdzie się na ścianie. Jednak ciągle jeszcze się nad pomysłem zastanawiam, bo jak przy świetle z takiego jakby nie patrzeć wymyślonego ELEGANCKIEGO kinkieciku make up zwyczajny zrobić??? Bohomaz na twarzy powstać może, a wtedy strach między ludzie wejść ... Z drugiej strony jest jeszcze druga łazienka z bardzo przyzwoitym oświetleniem nadlustrzanym, więc wyjście awaryjne jest ;))))
Łazienka w całej swej okazałości, teraz mogę pokazać, hehe ;)))




 







Reprodukcje dzięki niezwykłej uprzejmości Elle ;)




Nie będę już rozpisywać czego moja dusza WCIĄŻ JESZCZE pragnie, o oczyska jeszcze bardziej nawet. Dużo tego jest, i może być tylko więcej, rozum tego nie ogarnia, biedaczek :)
A i Wy przerazić się jeszcze możecie i wpadać na nieszczęście przestaniecie, że wymyślam bzdury zamiast poważnymi sprawami się zająć, tak więc na wszelki wypadek listy pragnieniowej nie przedstawię. Niech siedzi bezpiecznie w głowie, tam nikt nie zajrzy, tym samym nie zdoła się przerazić, taki mam mały sejfik osobisty :)))
No ale cóż zrobić skoro tak mam? Taka przypadłość od losu, a może i w genach przeniesiona, bo chyba ojciec mój też tak ma, bo Ón jak się raz zaprze to nie ma zmiłuj, musowo być musi, SZYBCIOREM, koniec i kropka. Amen :)
To teraz już krótko - PA :)

5 marca 2011

Wreszcie

znalazłam wieszak:)
Nie byle jaki, w dodatku FUNKCJONALNY!
Funkcjonalność jego polega na zastosowaniu.
To wieszak na papier, toaletowy dodam dla wyjaśnienia, więc funkcjonalny niezwykle :)
Brakowało mi tego "gadżetu" niezmiernie, ale też poszukiwałam czegoś... nazwijmy to NIEBANALNYM ;)
I mam, niebanalny, naścienny i żeliwny w dodatku :)
Wyglądał tak:


Teraz wygląda tak:

Wieszak w tej wersji doskonale wpisał się w wystrój łazienki.
Prosta rzecz a cieszy:)
I wisi, zarówno ku ozdobie jak i funkcjonalności ;)


 Przechadzając się po moim ulubionym sklepie, starałam się usilnie wcielić w życie plan pt.: nie będę szaleć...
I chyba przez ciagłe powtarzanie tego zdania, niemal jak mantry, ostatecznie mój plan się powiódł! Udało mi się kupić, prócz wieszaka, "tylko" kilka maleńkich drobiazgów, i to "tylko" dlatego że nie mogłam oprzeć się ich urokowi. No bo przecież nie mogłam :





Naprawdę uważam że wykazałam się niezwykłym spokojem i rozsądkiem, ponieważ towaru o niezwykle kuszącej urodzie w tym sklepie jest MNÓSTWO, niestety ;)
Ale ja dzielna jestem!

Pozdrawiam ciepło:)

29 sierpnia 2010

Szybka

relacja z poczynań międzyczasowych.
Nie jest to jeszcze obiecana relacja z działań urlopowych, raczej jakby około urlopowych:)
Między wyjazdem jednej rodzinki a przyjazdem kolejnej:)))
Najpierw wczasowała się u nas moja mama z  bratanicą.
Potem przyjechał brat mamy ze swoją córką, a moją kuzynką:)))
Fajnie było, nareszcie nagrałam się w swoją ulubioną kanastę. Tylko w wakacje udaje mi się zebrać odpowiednią liczbę graczy, no i jeszcze ten czas...jest go zwyczajnie więcej:)) Ależ to były wieczory:)))
Dziś chciałam tak szybciutko pokazać że jestem, bo już mam sygnały świadczące o lekkim zaniepokojeniu moją nieobecnością, ale rozumiecie, ta kanasta... zwyczajnie nie mogłam się oprzeć, więc proszę o wyrozumiałość:))))

Pochwalę się swoimi ostatnimi przeróbkami.
Dawno, dawno temu, rok temu w sumie już będzie, zakupiłam cztery półki, wyglądały sobie tak (to jedna z nich, różnią się tylko wielkością):


Właściwie te półki to był zakup trochę nieprzemyślany. Ale miniony i dłuuugi czas, sprawił że się wreszcie namyśliłam i wreszcie wykorzystałam je należycie, a mianowicie zrobiłam jednej z nich TO:


I podoba mi się wielce co jej uczyniłam:) To półka do łazienki, w której wygląda na razie TAK:

Na razie, bowiem pustawo wokół niej, ale to niebawem nadrobię. Właśnie usilnie namyślam się coby na tę ściankę jeszcze dodać, aby zwielokrotnić efekt i urodę mej łazienki, hahaha:))))
Cieszę się z niej i efektu ostatecznych przeróbek. Gdyby ktoś nie zauważył, dorobiłam SAMA! malutką półeczkę. Oryginał takiej nie ma:))  Sama wyrżnęłam półeczkę, SAMA! :DDDD
Oczywiście widać też brak haczyka w kolorze stare złoto. Zgubił mi się, zapodział w klamotach i znaleźć nie mogę, ale gdy tylko znajdę zaraz jego brak uzupełnię:)))
Półka jest na wzór wiszącej już w mojej łazience, a jako ozdobniki wykorzystałam resztki kamyczków którymi zwieńczona jest moja glazura łazienkowa:)



Są jeszcze dwie mniejsze półeczki, i wiszą sobie w sypialni. I właściwie TYLKO sobie wiszą, no, może nawet dekorują trochę.
 
No bo niby co miałabym na nich postawić??? Świecznik? Ok:) To może jeszcze wianuszek jarzębinowy? Ok:) I... potem pomyślę. Dziś mówiłam że szybko będzie:)))

 Została mi jeszcze jedna (ta niepomalowana), i z tą to już naprawdę pojęcia nie mam co zrobić...

 Ha! I wreszcie dorobiłam się także szafeczek wokół których chodzę już od ok roku:) Znalazłam je w swoim ulubionym sklepie, były różne, narożne, prostokątne, bardziej ozdobne i mniej, i wyższe i niższe. Do wyboru, do koloru. Niedawno wystąpiły w niezwykle korzystniej odsłonie cenowej:)) No i mam:


Zobaczyłam je dawno temu, i tak sobie wymyśliłam że będą mi bardzo pasowały do sypialni jako stoliki nocne. I proszę bardzo, dzięki niezwykłej uprzejmości Osobistego zaposiadłam je, i przemalowałam, i teraz są takie O! :






Szikownie, nieprawdaż???:))))
Zadowolona jestem niezwykle, nie tyle z siebie, co z pomysłów na wykorzystanie tego co już posiadałam, i tego co sobie wymarzyłam by zaposiąść. W sumie efekt mnie zadowala, a chyba o to w tym chodzi:)
A tak wyglądają sobie w komplecie z półeczkami:)

Zbyt skromnie??? To część "męska", co można powiesić facetowi, prócz budzika ewentualnie, no i może rameczki ze zdjątkiem motywującym, chili: z podobiznami ukochanej rodziny - taki miły akcent, otwiera Osobisty zaspane oczęta i widzi... po kiego musi wstać z łózia i zasuwać do roboty ;)))))

Kobieca strona wygląda na razie tak.

 Również jeszcze bez zdjątka motywującego (adekwatnie do powyższego:)), ale bez przesady, nie od razu Kraków zbudowano... a dziś się prawie już sypie, hehehe :)
(Sorki, taki mam dziś nastrój nieco figlarny, Kraków uwielbiam pasjami:))
I tyle tego mojego przerabiania, fajna, lekka, miła praca. Choć w sumie przez to przecieranie, w celu uzyskania efektu shabby mam od wczoraj katar. Alergia się znowu odezwała co to ją nabyłam w kwiecie wieku, czyli lat 20 - stu, ech... to były czasy ;P

Międzyczas spędziłam też na przetworzeniu:> Dzięki Acie i przy czynnym udziale Osobistego stałam się posiadaczką kilku słoików przecieru pomidorowego. Dlaczego???
A dlatego iż Szanowna Wielce Ata  zapytała mnie słodko czy nie posiadam jakiegoś babcino-mamowego przepisu na przecierane pomidory. Nie posiadam niestety, wici na te okoliczność rozsiałam po wsi i tu też jakoś bez echa i zainteresowania nawet. Takie czasy, ludzie gotowce kupują...
Tymczasem Osobisty  zaopatrzył rodzinę w sporą ilość pomidorków targowych, zapominając jednakże iż na pożarcie (z apetytem wielkim zresztą:) czekają nasze własne, z przydomowej hodowli tomaty.
No i się zapomidorowałam. Trzeba było przetworzyć bo co się miały zmarnować.
Usiadłam bezczelnie do kompa, poczytałam, doedukowałam się troszkę w kwestii przetwórstwa pomidorowego i tak sobie "przetarłam" parę kilo.Po swojemu zaznaczam. Nie spracowałam się, co to to nie. Jestem wielką zwolenniczką wszelkiego ustrojstwa mechanicznego a wspomagającego urobione (leniwe też;)) gospodynie domowe. Sparzyłam tylko pomidorki, obrałam ze skórek, poćwiartowałam i wrzuciłam do wielkiego gara. Pyrkotałam na małym "gazie" kilka godzin, wraz z drobno pokrojoną dużą cebulą. Wcześniej niedbale je zblenderowałam - to ta pomoc mechaniczna, wielce pożyteczna:). Po tym dłuższym pyrkotaniu, gdy ujrzałam gęstniejącą masę zblenderowałam dokładniej, dodałam przypraw trochę: 3 ząbki czosnku z praski, sól i pieprz - do smaku. Nie wygłupiałam się już z przecieraniem przez sito. Noc i ranek bym chyba zarwała bo sitko mam małe, wyrywna też specjalnie nie jestem do takiej roboty. Zresztą co komu pestki szkodzą, no co??? Pomidory świeże się wsuwa z pestkami, i smakiem to i przecier zblenderowany nie przetarty też się wsunie. I to z apetytem!
Na koniec prac kulinarnych, gorący jeszcze przecier przełożyłam do słoików różnego rozmiaru, albowiem na różne okazje przeznaczone będą, jak nie sosy, to zupy, jak nie zupy to inne delicje. Pasteryzowałam z pięć minutek. I gotowe.
Zdjęć nie będzie, przecier nie przetarty a zmechanizowany,  grzecznie już sobie stoi na półce w piwniczce, kto nie wierzy może sobie sprawdzić:)
Dzięki Atuś za natchnienie ;)))
AAAA!!!!!  I jeszcze naleweczkę jeżynową nastawiłam! Jaki piękny kolorek będzie:) O smaku nie wspominając:) Przepisik? Robiłam tak jak wiśniową, cukrem zasypałam i poczekałam aż się rozpuści a sok się.. puści:))). Potem wódki dolałam i znowu czekam, mieszając od czasu do czasu:) Już się nie mogę doczekać. I już wkrótce przelewać będę nalewkę z owoców róży. Po degustacji mogę zapewnić: PYCHA!
Pamiętacie jeszcze gdy pisałam o syropie z owoców róży? Dawno to było,ale sobie właśnie przypomniałam. Z tych owoców po syropie zrobiłam konfiturkę - kremik. Drugi gatunek wyszedł w sumie, bo już nie tak aromatyczna jak konfitura z pierwszego "tłoczenia", ale żal mi było nie wykorzystać ( ciągle ten Zawzięty ze Skąpcem mi towarzyszą...), więc... zblenderowałam prawie na krem, dosypałam cukru i gorące wrzuciłam do słoiczków. Jako masa kremowa do smarowania wafelków w sam raz, nieprawdaż? :D
To by było na tyle. Mówiłam że dziś szybciorem będzie:) I prawie wyszło ;).
Zmykam, dziś niedziela imprezowa, szaleństwo normalnie :))

Pozdrawiam serdecznie i miło, mimo końca tego najlepsiejszego czasu letniego laby pełnego:))))

1 sierpnia 2010

Się kroi:)

smakowicie będzie wkrótce.
Na razie czeka i wygląda:)


Owoców róży narwałam, na razie to pierwsza partia. Smaczne konfiturki różane będą, aczkolwiek w obróbce cokolwiek uciążliwie. Ale kto powiedział że smaczne znaczy proste??? Ja nie:))

Poza tym się kroi jeszcze i to...

Pierwsze zdjęcie z cyklu: "wykańczanie". Reszta w krótkim wkrótce:)))
No i jeszcze i to:

Pamiętacie? Pisałam o TYM kilka postów temu nazad. Mówiłam że: "wkrótce, niedługo i takie tam blablabla...". No i tak wkrótce (choć wcale nie wkrótce:>) nastąpiło, et voila, odkrywam rąbeczka tajemnicy:)
Przedstawiam, tadadam: swoją ŁAZIENKĘ.
Dla mniej wtajemniczonych.  Tematem remontu łazienki, i panem Zdzisiem, co to działa "przysłowiowe cuda na kiju", właściwie rozpoczęłam swoje blogowanie. Można by rzec że to już roczek mija. Łazieneczkę ową skończyliśmy na tydzień przed świętami. Tak, tymi bożonarodzeniowymi :> .W międzyczasie pokazywałam maleńkie jej zajawki, a właściwie małe upiększacze które to do niej poczyniłam (zainteresowanych odsyłam do wcześniejszych postów). Dziś  wreszcie mogę się pochwalić większym jej fragmentem. Zaznaczam że wolnym kroczkiem, acz ciągle i niezmiennie realizuję swoje marzenia. Osobistego chyba też, choć nie zawsze ma przekonanie do moich pomysłów, jednak realizujemy je wespół zespół. Efekt? Zadowalający nas oboje:). Reszta zdjątek mojej cudnej, wymarzonej, ciągle upiększanej łazieneczki w "szybkim wkrótce":))) Miłego oglądania:)

 Żyrandola brak:> Poszukiwania trwają:)


Zwróćcie proszę uwagę na okiennice! Miałam chwilowy kryzys po ich zakupie.
Spanikowałam troszkę myśląc: czy aby nie przesadzam?
Dziś nie żałuję:)))))
Okiennice sprawdzają się, takie same zamontowałam w sypialni. 
Kilka lat temu zaplanowałam je sobie jeszcze w salonie, nad tym pomysłem ciągle myślę:)
Ach, tak naprawdę są to drzwiczki ażurowe do zakupienia w marketach budowlanych:)


Zbliżenie na OKIENNICE:)))

Przepraszam za jakość zdjęć. Robiłam je późnym popołudniem więc są nieco niewyraźne. Pewnie niedługo pokażę resztę łazienki, więc jest szansa na poprawę jakości prezentowanych dziś zdjęć:)))

I na koniec to co skończone. Choć też niezupełnie. Pozostaje jeszcze jeden, najważniejszy element. Niestety niewykonany albowiem w celu dokończenia "dzieła" muszę udać się do miasta i uzupełnić zapasy materiałowe. Tymczasem voila:)


Dzięki uprzejmości oraz wiedzy Anity co się wiecznie nudzi, stałam się dumną właścicielką tej ławeczki.
Na zdjęciu pozuje na tle mojego stale powstającego ogrodu, lecz tak naprawdę stoi w domu, w miejscu przeznaczonym JEJ lat temu osiem:))) Moje marzenie. Kolejne:) Zrealizowane:) No, to jeszcze tylko poducha - siedzisko i pokażę gdzie sobie stoi to moje wymarzone marzenie:))
Kolor taki sobie? Inny tam nie pasuje. Nie mam całej chałupki w kolorach bieli i szarości. Nigdy nawet tego specjalnie nie planowałam. Taka miała być łazienka i nasza sypialnia - od samego początku wiedziałam że takie kolory w tych pomieszczeniach będą dominowały. Choć moda wówczas (te osiem lat temu) była zupełnie inna. Hmmmm, gdybym wtedy miała "piniądz", dziś byłabym prawie prekursorką tak modnych obecnie aranżacji. CHYBA, bo nie chcę nikomu się narazić, aż tak bardzo nie śledziłam tematu, wiedziałam co mi się podoba, no i tak zostało:)))) Nie pędzę ślepo za modą, jestem wierna temu co sobie wymyślę. Choć bywa to szalenie uciążliwe...
Szczególnie Osobisty czasem narzeka...;)
Dobra, kończę bo coś zaczynam się tłumaczyć chyba...:>>>

Pozdrawiam niezmiennie, ciepło i miło:))