W szafie zmieści się prawie wszystko. Pojemna jest i pękata.
W mej szafie stoi kufer pełen wspomnień.

Szafę mogę zamknąć na klucz i zapomnieć. A potem znów otworzyć i uśmiechnąć się.
Jeśli czasem zapłaczę, to z szafy wyciągnę błękitne chusteczki, wytrę łzy i w końcu przebaczę.

W mojej szafie mogę się schować, zniknąć.
Szafę mogę przemalować i zapełnić miłością, nadzieją i szczęściem.
W szafie zawsze mogę wszystko od nowa poukładać.
Zatem zapraszam - właśnie otwieram swoją ciągle jeszcze niepoukładaną:
Szafę malowaną





Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poetycko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poetycko. Pokaż wszystkie posty

2 września 2010

Zapowiedź




"O szyby deszcz dzwoni,deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany.. płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny..."

Bolesław Staff " Deszcz jesienny"


Tak dziś poetycko zacznę:) 
A tytuł? Bo się zapowiada, ba, nawet zapowiadają dwa "wydarzenia".
Pierwsze z nich widzimy wszyscy. Dzieje się oto na naszych oczach, jest to wydarzenie nieodwracalne w skutkach, wręcz przynoszące kolejne, równie nieodwracalne...
I najlepsze - nic  z tym biedny człecze nie zdziałasz:P Albowiem, tadadam...

Mili moi Pani Jesień nadchodzi, i to wielkimi krokami!
Na razie jest tak jakby nie umiała się jeszcze określić co ze sobą ma przynieść: słońce czy deszcz a może wiatr, ciepło czy zimno... - tak różnie dzieje się właśnie za naszymi oknami.
Dziwne rzeczy proszę ja państwa, dziwne, i nieuniknione...
A wiersz? Pięknie się wplótł w dzisiejszy dzień, tak dziś dzwonią krople deszczu o szyby, tak szumi za oknami.  Dla mnie ten wiersz ma jeszcze jeden wymiar - ten rodzinny. Lubię go, bo przypomina mi takie dni, podczas których siadywałyśmy z siostrą w naszym pokoju. Ona z gitarą, ja... hmmm... z głosem;) i śpiewałyśmy. I zaśmiewałyśmy się przy tym do łez nieraz, a bo to jedna, albo druga w tonację nie weszła, albo jeszcze tekst zaczęła przetwarzać, parodiować nawet bezczelnie... Ech, kilkanaście lat od tamtej pory już minęło. A do tego wiersza siostra stworzyła podkład muzyczny, pięknie to brzmiało...

 Za oknem deszcze niespokojne - każdy widzi - u nas pada, z przerwami, ale niezmiennie. I śmiesznie w sumie. Najpierw chmurzy się, chmurzy, zaciąga się niebo szarością, granatem, potem nagle leje, a na sam koniec słońce jaśniutkie wychodzi, i chmurki bialutkie na tle błękitnego nieba. Śmiesznie po prostu:)))
Właśnie wyjrzałam przez okno, złapałam aparat i biegiem na balkon. Spieszyłam się jak durnowata, żeby pokazać Wam to:



Piękna prawda??? Rzadki widok minionego lata, rzadki bardzo. Ale nie żałuję absolutnie, słonko świeciło, odpowiednio ciepło było - o to chodziło:))))


Teraz czekam na słynną z piękności Złotą Polską Jesień. Oby wreszcie nastała.

Druga zapowiedź, ta bardziej banalna dotyczyć będzie puszki ze słodyczami:))) Tak przewrotnie zapowiadam swoje pierwsze candy. Ale to jeszcze nie dziś,  zapowiadam jeno. 
Hmmmm, wiecie, pierwsze więc tak szumnie zaczynam, od zapowiedzi, podkręcenia atmosfery. To podkręcanie ma też swoje dobre strony, atmosferka kiepska ostatnio - ta dosłowna, zimno, buro i ponuro. Liczę iż moje candy miło się wplecie w panujące za oknami klimaty, może na chwilkę rozwieje słotę, troszke ciepełka wniesie? :)))
Zatem, nieoficjalnie jeszcze zapraszam na swoje pierwsze, nigdy dotąd niezapowiadane, skromne lecz jedyne w swoim rodzaju:

CANDY

Na razie jest to tylko zapowiedź, przedstawienie słodkości wykonanych w dużej mierze przez mła osobiście odbędzie się:
7.09.2010 
w godzinach przedpołudniowych:)))

Czemu tego dnia??? To proste, tego dnia mija pierwsza rocznica założenia przeze mnie bloga.
Jest co świętować zważywszy na fakt posiadania przeze mnie "charakteru":))) Niby żadna nowość, każdy normalny człowiek posiada jakiś charakter. No tak, tylko że, ja, miewam okresowo charakter w pewnych kwestiach, że tak powiem... niestały:> Nawet bardzo niestały, i znając siebie nic nie zapowiadało że rok wytrzymam nad klawiaturą kompa, by zademonstrować wszystkim jak to u mnie fajnie jest:))))
Oj, no jest fajnie, ale same rozumiecie, bywa różnie, jak w życiu:)  
Żeby się już bardziej nie zapętlić, bo coś dziś ku temu właśnie zmierzam, zapraszam jeszcze raz wszystkich miłych zaglądających. Pamiętajcie: 7.09.2010, serdecznie zapraszam:))))

I tą słodką obietnicą kończę.
Pozdrawiam słodziutko, papapa :))))

5 lutego 2010

W bieli



Biało wokoło, bialutko
Puchem zasnuty świat
Iskrzy się, mieni calutki
mimo upływu dat...

Nic się nie zmienia
cisza ogarnia nas
czeka spełnienia 
mieniący iskrami czas.

Trwaj ciszo, nie odchodź
Otul ciepłem swych dni
a kiedy przeminiesz
nadal się śnij.


Wyszłam na spacer z moją sunią, a wszystko wokół pokryte diamentowym pyłem.
Nie lubię zimy, naprawdę jej nie lubię, ale nie mogę nie zauważyć jej piękna.
Męczy mnie to wielowarstwowe ubieranie się, ciągłe grzęźnięcie po kolana w śniegu, to zimno.
A jednak ta biel, ta czystość jest zachwycająca. Zaczynają mi sprawiać radość spacery, zabawy na śniegu z dziećmi, powoli oswajam się z chłodem i wielością swetrów na grzbiecie. Chyba naprawdę można polubić zimę, a ja jestem na dobrej drodze. No i nastraja mnie ta aura nieco poetycko...
Pozdrawiam z nad szklanki parującego kakao, i zmykam do przeziębionych dzieci - ostatnie weekendowe śnieżne ekscesy właśnie dają o sobie znać:(