W szafie zmieści się prawie wszystko. Pojemna jest i pękata.
W mej szafie stoi kufer pełen wspomnień.

Szafę mogę zamknąć na klucz i zapomnieć. A potem znów otworzyć i uśmiechnąć się.
Jeśli czasem zapłaczę, to z szafy wyciągnę błękitne chusteczki, wytrę łzy i w końcu przebaczę.

W mojej szafie mogę się schować, zniknąć.
Szafę mogę przemalować i zapełnić miłością, nadzieją i szczęściem.
W szafie zawsze mogę wszystko od nowa poukładać.
Zatem zapraszam - właśnie otwieram swoją ciągle jeszcze niepoukładaną:
Szafę malowaną





Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wianek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wianek. Pokaż wszystkie posty

27 marca 2013

Przygotowując...

Dziś o przygotowaniach będzie.
Przygotowaliśmy już siebie, teraz przygotowujemy również dom na nadchodzące wielkimi już krokami święta. Doczekać się nie możemy :) Sporo zmian wprowadziłam w salonie, nie są może bardzo spektakularne, jednak mnie bardzo cieszą, bowiem jak wiadomo, w prostocie siła. O tym niestety następnym razem, bo muszę popracować nad zdjęciami.
Tymczasem moje pierwsze stroiki mające nieco udekorować nasz dom na święta. Proste, stosunkowo szybkie, i efektowne - nic więcej nie potrzeba :)





Wszystko w bielach i pastelach, chyba dostosowuję się do tego co za oknem  :P
Powstały jeszcze wianki, zainspirowane pracami z bloga http://zastygla-natura.blogspot.com
Również w bielach, kremach  i pastelach, ot, taki nastrój :)


I tyle, w planach jeszcze jedna szybka dekoracja nad stół, ale o tym już następnym razem :)
Bo dziś szybciorem chciałam jeszcze pochwalić się rękoczynami dzieci społecznych. Sporo się nadziało w ostatnim czasie, sporo dziać jeszcze będzie do czwartku. Dziś organizuję przedświąteczne warsztaty stroikowe - coś co wpisało się już w tradycję mojej świetlicy, co mnie osobiście ogromnie cieszy :) W takich zajęciach uczestniczą mamy wraz ze swoimi dziećmi, i choć dzieciaki szybko "odpadają" z prac, ich mamy zawsze wytrwale dopracowują swoje dzieła, by móc nimi pięknie udekorować świąteczny dom.
W tym roku będziemy "działać" drzewka (jak te powyżej), postaram się później zamieścić fotorelację, a przynajmniej pokazać dzieła koleżanek :)
Dawno też nie chwaliłam się wyczynami moich dzieciaków społecznych, dziś to naprawiam, oto niektóre z ich prac, które powstały podczas naszych świetlicowych popołudni.



 Inspiracja "Stylowi"


Od wczoraj działamy jeszcze kurczakową girlandę - fajna praca z papieru i piórek, prosta a efektowna :)
Na koniec sposób na ujarzmienie chorego siedmiolatka, który ma wielki problem z usiedzeniem w miejscu :P
Sposób, który wykorzystałam już kilka razy w ciągu minionych lat, a który dzięki FB został ponownie odkurzony i wykorzystany - polecam, RZECZYWISTE DWIE GODZINY WZGLĘDNEGO SPOKOJU :)))

Wystarczy ogromna płachta papieru - jak dobrze móc takie zachomikować!, a potem kredki i odpowiednia zachęta motywująca dziecko do działania, i włala, całe miasteczko powstaje wciąż jeszcze, od minionego piątku :))) Rewelacyjna sprawa :)

Pozdrawiam ciepło, nadzieją na cieplejsze :)

5 stycznia 2013

Eterycznie ?

Święta minęły w rodzinnej atmosferze.  I jak wszystko co dobre szybko się skończyły.
Dzieciaki szczęśliwe z wolnych dni, które mimo fatalnej pogody spędziły z nami - a to, jak się okazało było najbardziej wyczekiwane ;))) A potem wspólne przygotowania do przejścia w Nowe.
A Nowe przyszło, szumnie i z hukiem, przywitane w gronie najbliższych znajomych - było kinderbalowo i wesoło ;)))
Przy okazji dowiedziałam się że już panujący Nowy, będzie NIEZWYKLE udany przede wszystkim dla raków, co mnie osobiście cieszy najbardziej. Niby się człowiek wyśmiewa z tych wszystkich horoskopów i wróżb, jednak gdy usłyszy, że ma szansę na LEPSZE to od razu mu cieplej na duszy ;))) Tak więc z  nadzieją spoglądam w nadchodzącą przyszłość ;)))

Dziś trochę o zaległościach listopadowych.
Nazbierało się tego sporo, tylko czasu nie stało na zaprezentowanie.
Aniołów naszyłam jeszcze w listopadzie mnóstwo. Większość już przedstawiona została, jednak zostały jeszcze dwa, które w założeniu miały być liryczne-eteryczne, a przede wszystkim białe.
I były, o takie ;)
Przymierzałam się do innych skrzydeł, jednak zabrakło czasu na ich realizację :>
W sumie anioły są delikatne i subtelne, choć te skrzydła troszkę jakby mało zwiewne, i trochę psują ogólny efekt...



Cóż, kolejne doczekają się innych skrzydeł, myślę że będą bardziej pasujące.

Od dłuższego czasu powstają kolejne wianki:) Bardzo polubiłam szydełkowe róże.
Bardzo też, pasują mi one jako ozdoba nawiankowa :)




I równie świetnie owe dziergadełka spisują się w roli ozdobnika "napuszkowego " ;)))




W sam raz na ciasteczka i inne słodkości, ba, nie wstyd postawić na stole ;)


I to by było tyle na dziś.
Pozdrawiam ciepło i wszystkiego dobrego na ten Nowy życzę serdecznie wszystkim zaglądającym :)))

16 października 2012

Wydziergałam sobie ;)

już czas jakiś temu.
Na chwilę obecną pochłaniają mnie inne obowiązki, których przez nowe uzależnienie troszkę się już namnożyło :P
Jednak odkryłam sama coś, co odkryła niejedna dziergająca przede mną. I pogrążyłam się w zachwycie na ten rodzaj uzależnienia, ponieważ jest mimo wszystko, bardzo praktyczny - żadne inne rękodzielnictwo jakie dotąd zajmowało moją głowę i ręce, nie było tak mało skomplikowane w zastosowaniu:) Sznurek i szydełko, ewentualnie mini nożyczki zmieszczę zawsze w swojej torebce - nawet tej niewielkiej. Dzięki czemu miałam niewątpliwą przyjemność dziergać ostatnio w poczekalni lekarskiej czy podczas wizyty koleżanki. Fajna sprawa, korzyść dodatkowa: gdy już obrobię się z wszystkimi zaległościami domowymi, ten sposób (czyt. dzierganki), relaksu i działania, z czasem nie spowoduje większych strat i zawirowań w gospodarstwie domowym :)
Tak a propos czasu na rękączynienie przypomniałam sobie właśnie ambitny plan nadrobienia zaległości rękodzielniczych powstałych kilka lat temu...
Kiedyś, dawno już temu zabrałam na wakacje swój zestaw do dekupażu - osoby dekupażujące wiedzą że niemało TEGO jest, te wszystkie farby, kleje, primery, papiery, serwetki, lakiery... najbardziej skomplikowane pod względem upchnięcia w samochodzie osobowym, zapakowanym na wywczasy z dwójką małoletnich. Jednak jak się potem okazało, był to bardzo trafiony pomysł, ponieważ podczas jednego z deszczowych dni dekupażowałam wraz z koleżanką i naszymi dzieciakami:) Świetne wspomnienia, w efekcie również piękne pamiątki:)
Wracam do tytułowych dziergadeł:)
Nic skomplikowanego, tylko róże, które znalazły zastosowanie między innymi:




Dziergane róże znalazły także zastosowanie w woreczkach z lawendą:

 Jednak żeby nie było zbyt nudno powstały jeszcze woreczki które ozdobiłam trochę inaczej:

 Jak widać, pojawiły się nawet anioły ;)))


Na koniec jeszcze inne wianki, bardziej tradycyjne, które zrobiłam jeszcze w pierwszych dniach września.
Odłożone czekały na prezentację - ciągle "czegoś" im brakowało. Teraz są takie:


 Ten na kole styropianowym, w sam raz dla uroczej dziewuszki :))

To tyle, do następnego :))) Bo z dziergadłami jeszcze nie skończyłam, już mam kolejny pomysł ;)))

Pozdrawiam ciepło:)

4 kwietnia 2012

Kropla

... drąży skałę, w morzu potrzeb, kropla deszczu na szczęście...
I miliony kropel spadających z nieba :>
Pod różną postacią. Jeśli nie deszczu to śniegu. Jak nie śniegu to gradu... i tak od kilku dni.
Rozmakam.
W miniony piątek rodzinnie uczestniczyliśmy w Drodze Krzyżowej. Oczywiście w nieustającym deszczu, który postanowił jeszcze bardziej urozmaicić nam doznania religijne i przemienił się w grad. Wtedy "wymiękł" (prawie dosłownie) Janek który najbardziej naciskał na uczestnictwo w tym wydarzeniu. Wróciliśmy do domu doszczętnie przemoczeni i ZAMARZNIĘCI.  Dzieci które dotąd bardzo unikały dobrze ciepłej wody w wannie, ponownie mnie zaskoczyły prośbą: mama, zimna, lej gorącą! I lałam prawie wrzątek, bo szczęściem w kominku ciągle palimy (a kominek z płaszczem wodnym co to grzeje wodę).
Kropel w postaci wszelakiej mam dość. Serdecznie.
Janek po piątku na kroplach donosowych, Tosia kaszle niemiło, szczególnie nocami, więc się męczy okrutnie:>, za dnia kropelkuje na pozostałych domowników:> Z nieba wciąż spadają, ciężkie, zimne i mokre krople różności. Ech, a było już tak miło.
Chyba z tej rozpaczy wywołanej przez pogodę, co to się nie zamierza ustatkować, wpadłam wir wiankowania :) I wszystko w ciągu jednego praktycznie dnia.
Czyli zawartość niniejszego postu jak zwykle monotematycznie się będzie prezentować. Bo mało że w domu rankiem kilka wianków poczyniłam, żeby jakikolwiek nastrój świąteczny w domu wprowadzić. To jeszcze popołudniem miło wiankowałam na corocznych warsztatach świątecznych, których to celem jest wykonanie stroików umilających świąteczne spotkania i biesiady rodzinne:)
Popisały się znowu moje panie, by z niewielką moją pomocą stworzyć takie oto cacuszka:





Proste i skromne, materiałów do ich wykonania było niewiele, jednak braki nie odebrały im uroku :)
Byłe jeszcze 3 stroiki "nastołowe" lecz "poszły " wcześniej, bez obfocenia, niestety.
Teraz moje, co to się już rozpanoszyły po chałupie.
Zdjęcia nie najlepsze, ale wiadomo, kropelki z nieba lecą zazwyczaj bez towarzystwa słońca :>









Ten ostatni raczej na dłużej zostanie, nie tylko świątecznie. Czegoś mu brak, i jeśli wymyślę czego, to uzupełnię. Pozostałe, te świąteczne równie proste. I tak już zostanie. Skromnie i miło dla oka.
Powstał też bukiet. "Żywy". Równie prosty w wyrazie jak wszystko co dziś pokazuję.
Taki nastrój, taka potrzeba i brak czasu na bieganie i szukanie wszystkich tych duperelków zdobniczych.



I się stworzył (prawie samoistnie i przy okazji ciągłych porządków po remontowych), nastrój prawie świąteczny. I raczej niewiele się zmieni w tym zakresie.
Miały być jeszcze bratki czy prymule przed domem, malowniczo usytuowane w nowo zakupionym ślicznym koszu. Jednak jest tak zimno, i zmian raczej nie ma co oczekiwać w kwestii panującej aury, więc daruję kwiatkom spędzania czasu świątecznego na TAKIEJ zimnicy - wszak sama ciepełko uwielbiam! Taka dziś jestem empatyczna, a co ! :)))

Słońca wszystkim przemarzniętym GORĄCO życzę!

21 września 2011

Wyprawa

daleka mnie czeka:) W weekend zbliżający się właśnie.
Cieszę się na nią, jeszcze bardziej cieszę się na spotkanie które przy okazji tej wyprawy będzie miało miejsce. I wreszcie cieszę się także na kilka godzin podróżnego sam na sam z Osobistym :) Dawnośmy nigdzie nie wybywali sami, bez nieodłącznych, aczkolwiek uroczych Najmilszych Towarzyszy Podróży - naszych DZIECI:) Podróż bardzo daleka, nie zagramaniczna, ale za to odległa wojewódzko.
O szczegółach napiszę w niedługim wkrótce. Na razie raisefiber mam, pakuję się od tygodnia, przygotowuję dzieci i dom na czas naszej nieobecności, robię listę wszystkiego czego nie powinnam zapomnieć:) Przeżywam ten wyjazd jakbym nigdy nie wyjeżdżała... ale to pewnikiem dlatego że dawno już nie wybywałam prawie sama na całe trzy dni, i wszystkie zamierzam spędzić naprawdę BARDZO MIŁO, RELAKSACYJNIE choć również pracowicie:))) Tajemniczo? I dobrze, niech tak zostanie, niedługo wyjaśnienia i relacja pełniejsza będzie, obiecuję.
Na większości blogów zmiana pór roku następuje. Również zauważyłam symptomy świadczące o nowym. Nadciąga wielkimi, zamaszystymi i już szeleszczącymi krokami. Ciągle zaskakuje zmienną aurą, raz zimno, raz upalnie, innym razem wietrznie i deszczowo, prawdziwa Jesień nadeszła, zmienna, kapryśna ale kolorowa.
Poczułam ją, na razie tylko ogrodowo i dekoracyjnie niestety. Dla mnie największym atrybutem nadciagającej jesieni są grzybobrania którym zazwyczaj oddaję się z wielkim entuzjazmem i radością. Jednak nie tym razem, nie tego roku. Bo na grzyby nie mam jak się wybrać, choć ciągnie mnie straszliwie.
Muszę spasować, ponieważ od kilku miesięcy walczę z okrutnym bólem nogi. Powróciły stare, dawniej zaleczone dolegliwości, i walczę z nimi nieprzerwanie od początku marca. I masaże były, i blokady, i ciągle bez oczekiwanego efektu. Teraz czekam na zabiegi rehabilitacyjne z użyciem super sprzętu, w nich cała moja nadzieja, ból jest okropny, nie pomagają żadne środki farmakologiczne (zresztą nie jestem ich zwolenniczką)ale muszę przecież chodzić, normalnie, jak każdy, a tu kicha w tym zakresie :(
W związku z niemożliwością osobistego napawania się urokami jesieni, znoszę ją sobie do domu, w ilościach skromnych, aczkolwiek zauważalnych, zdobywanych przy okazji spacerów z psem czy podczas porannego odprowadzania dzieci do szkoły ;)
Jeszcze w ostatnich dniach sierpnia przycinałam dość intensywnie swój winobluszcz, porastający filary podcienia mojego domu. Żeby wykorzystać zdobyte w ten sposób długaśne gałązki uwiłam wianki... wyszło mi dwanaście sztuk  :)))
Przeznaczenie? Dekoracje domu mego:) Oto jedna z pierwszych, i mam wielką nadzieję że nie ostatnich, bardzo liczę na poprawę stanu odnóży, i zwiększenia własnej mobilności:)
Ów nowy wytwór zawisł sobie na drzwiach wejściowych, i mam nadzieję że zdobi:


Jesienny, hortensjowo - jarzębinowo -  szyszkowy, prosty ale myślę że miło wita gości :)

Jakiś czas temu ufilcowałam też dredy.  Ostatnio prześladują mnie szarości. Zawsze lubiłam ten kolor, i wrócił do mnie ponownie.
Szara czesanka której użyłam do ich zrobienia, to właściwie melanż różnych odcieni szarości. Początkowo wydawała mi się bardzo ładna. Jednak filcuje się nią kiepsko. Udało mi się wykonać dwa cienkie dredy (wcześniej popełniłam z niej jakieś kolczyki i broszki). Żmudna, monotonna praca, przy lepszej jakości czesanki filcowanie dredów trwa przecież moment. Powstało takie coś:



W sumie ciekawie  się prezentuje na szyi, jednak żałuję że same dredy nie są ładniejsze, te obecne trochę psują efekt.

I tyle. Żegnam się miło, zapowiadając przy najbliższej okazji słodką zabawę, ale o tym również wkrótce:)))