choć właściwie wciąż takie same...
Nowe biżuty, technika ta sama, splot nieco bardziej urozmaicony, bo skręcony. Nawet bardziej mi się podoba, ale jak wiadomo, uroda wszelkiego rodzaju rzeczą gustu jest, zatem oceńcie sami ;)
Same naszyjniki, jedynie niebieskości stanowią bransoletkę:
Bardzo trudno oddać ich rzeczywiste kolory, stąd tyyyle fot.
Jeden z naszyjników - ten jakby ciemnoszary na zdjęciu, w rzeczywistości jest głęboko fioletowy, przetykany Toho06 w odcieniu hematytowym, fajny, elegancki efekt :)
Z kolei w niebieskiej bransolecie ta zieleń wcale nie jest zielona, tylko bardziej niebieska, złamana zielenią ;> Ot, taki fotograf ze mnie:P
Na tapecie już kolejne bizuty, wkrótce dotrą nowe zamówione koraliczki.
Kolejny fiś mnie ogarnął, Osobisty chyba wkrótce z domu mnie wyrzuci, bo jeszcze jeden fiś, i chałupa niechybnie się zawali, tyle tego najpotrzebniejszego już nazbierałam :P
Na koniec coś, co robiłam z prawdziwą przyjemnością, aczkolwiek bywało że obłęd w oczach miałam w poszukiwaniu "odpowiednich surowców" do ich wykonania. Tak mi zależało :)))
Już dojechały na miejsce, to mogę pokazać:)
Ostrzegam, teraz zrobi się ciepło, i latem zapachnie - nieprzygotowanych na takie doznania upraszam o zamknięcie ócz, żeby potem nie było gadania i jęczenia że nadzieję daję czy coś... ;)))
Kolorowo, nieprawdaż ?!
Ostatnia dziergnięta już po wysyłce, ot, taki pomysł i potrzeba bieli - dostosowując się do tego co za oknem, choć ciało piska za gorącem letnich nocy :P
W sumie nie myślałam o tych dziergankach jako o broszach, jednak muszę przyznać że fajnie zdobią, nie tylko zimowe swetrzyska :)
I tyle. Trzymajcie kciuk za wtorkową wizytę u dochtorów chirurgii - jedziemy z Tosią na oględziny połamanej rączyny. Dziewczę znosi wszystkie niedogodności dzielnie, i bardzo samodzielna jest, jednak jakby nie patrzeć, łapka swędzi i ciąży już nieco :P No i obiecane atrakcje na zakończenie ferii odwlec się musiały, a tu żal już spory.
Żegnam ciepło, do następnego razu :)))
Papapapa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
3 lutego 2013
28 stycznia 2013
Powrót
do żywych:)
Tiaaaa, żyję, choć prawie dwa tygodnie wyłączenia z życia dały się mocno we znaki :P
Dopiero ostatnie dni zwolnienia (własnego) pozwoliły mi na wykończenie porozpoczynanych KIEDYŚ TAM prac ręcznych. Efekt jest taki: cztery naszyjne ozdobniki stricte dziewiarskie, kilka całkowitych nowości, rozpracowywanych dzięki kilku konsultacjom mailowym z nieocenioną Sylwią - dzięki wielkie Kochana :)
Udało mi się również wywiązać z mocno zaległego zamówienia wymiankowego - ale o TYM innym razem ;)
Zacznę od najnowszej nowości ;)
Oto naszyjnik wężowy, mój ci on, i wielbiony przez mła jest wielce:)
Piękny, delikatnie mieni się i połyskuje, nareszcie rozumiem dziewczyny które na rzecz koralików dzierganych zarzuciły inne rodzaje rękodzielniczenia. Można się zakochać ;)
A to bransoletki, większość albo delikatnie opalizujących, albo zamrożonych :
Powiem tak, niezmiernie podoba mi się efekt dziergania koralikami. Jednak nie jest to najlepsza technika na zajęcie łapek i myśli w trakcie choróbsk różnistych... całkowicie się mieszały przed oczami te wszystkie szklane maleństwa... masakra. Jednak gdy tylko człek wydobrzeje, gęba sama się do koralicków śmieje, a rąsie pykają szydełkiem aż miło ;) Ciach mach, i bransoletka zrobiona :)
Koralików pewien zapas wciąż mam, więc trwające wciąż długie zimowe wieczory zyskają na atrakcyjności ;)))) A gdzie znaleźć koraliki Toho w pięknym, głębokim kolorze czerwieni, bądź koralowym???? Będę dźwięczna za podpowiedź - dzyń dzyń :)
Teraz wspomniane dzierganki naszyjne.
Na początek naszyjnik zamówiony. I mam nadzieję że taki miał być.
Kolory opiszę, ponieważ zdjęcia nie oddają prawdziwej barwy - słońca jak na lekarstwo, i foty oczywiście takie sobie :>
Czekoladowy brąz z ceglastymi różami - połączenie którego zupełnie nie "widziałam", jednakowoż ZMUSZONA wydziergałam, i chwalę sobie upór zamawiającej, naprawdę fajny efekt ;)))
I kolejne dzierganki:
Pierwsza wydziergana jeszcze w listopadzie, bardzo fajnie się prezentuje naszyjnie, taka delikatna koralikowa plecionka ;)))
i kolejna, pastelowo - wiosenna dzierganka.
Myślę że takie właśnie naszyjniki mogą doskonale pełnić jeszcze jedną rolę - ocieplacza zimowego. Czyli coś ładnego-zdobniczego i praktycznie-zdrowotnego ;) Ot, takie łosie z gołym :)
Teraz czas na całkowitą nowość, na którą pomysł zrodził się przy okazji dziergania ceglastych róż... Normalnie natchnęło mnie ;)))) I oto przedstawiam najprawdziwszą udzierganą różaną KOLIĘ:
Różana Carmen:
Powiem nieskromnie PIĘKNA jest :) W głębokim kolorze karminowej czerwieni.
Wbrew pozorom skromna i subtelna, jednak posiada to COŚ :)))
I tak sobie myślę że równie pięknie prezentowałaby się w kolorach białym i kremowym. Nie powiem, korci mnie jeszcze melanż soczystych, iście południowych kolorów, co sprawdzić zamierzam już wkrótce.
No, mają te róże w sobie COŚ ;)))
Tylko wciąż zastanawiam się czy nie dodać kolii nieco blasku i szyku glamoure... np. przez dodanie kilku koralicków, perełecków i tym podobnych błyskotek... Chyba wypróbuję to na kolejnej, ta jednak zostanie saute :)
I tyle na dziś.
Wkrótce kolejne wytwory rąk moich. Tymczasem pozdrawiam ciepło:)
Papapapapa :D
Tiaaaa, żyję, choć prawie dwa tygodnie wyłączenia z życia dały się mocno we znaki :P
Dopiero ostatnie dni zwolnienia (własnego) pozwoliły mi na wykończenie porozpoczynanych KIEDYŚ TAM prac ręcznych. Efekt jest taki: cztery naszyjne ozdobniki stricte dziewiarskie, kilka całkowitych nowości, rozpracowywanych dzięki kilku konsultacjom mailowym z nieocenioną Sylwią - dzięki wielkie Kochana :)
Udało mi się również wywiązać z mocno zaległego zamówienia wymiankowego - ale o TYM innym razem ;)
Zacznę od najnowszej nowości ;)
Oto naszyjnik wężowy, mój ci on, i wielbiony przez mła jest wielce:)
Piękny, delikatnie mieni się i połyskuje, nareszcie rozumiem dziewczyny które na rzecz koralików dzierganych zarzuciły inne rodzaje rękodzielniczenia. Można się zakochać ;)
A to bransoletki, większość albo delikatnie opalizujących, albo zamrożonych :
Powiem tak, niezmiernie podoba mi się efekt dziergania koralikami. Jednak nie jest to najlepsza technika na zajęcie łapek i myśli w trakcie choróbsk różnistych... całkowicie się mieszały przed oczami te wszystkie szklane maleństwa... masakra. Jednak gdy tylko człek wydobrzeje, gęba sama się do koralicków śmieje, a rąsie pykają szydełkiem aż miło ;) Ciach mach, i bransoletka zrobiona :)
Koralików pewien zapas wciąż mam, więc trwające wciąż długie zimowe wieczory zyskają na atrakcyjności ;)))) A gdzie znaleźć koraliki Toho w pięknym, głębokim kolorze czerwieni, bądź koralowym???? Będę dźwięczna za podpowiedź - dzyń dzyń :)
Teraz wspomniane dzierganki naszyjne.
Na początek naszyjnik zamówiony. I mam nadzieję że taki miał być.
Kolory opiszę, ponieważ zdjęcia nie oddają prawdziwej barwy - słońca jak na lekarstwo, i foty oczywiście takie sobie :>
Czekoladowy brąz z ceglastymi różami - połączenie którego zupełnie nie "widziałam", jednakowoż ZMUSZONA wydziergałam, i chwalę sobie upór zamawiającej, naprawdę fajny efekt ;)))
I kolejne dzierganki:
Pierwsza wydziergana jeszcze w listopadzie, bardzo fajnie się prezentuje naszyjnie, taka delikatna koralikowa plecionka ;)))
i kolejna, pastelowo - wiosenna dzierganka.
Myślę że takie właśnie naszyjniki mogą doskonale pełnić jeszcze jedną rolę - ocieplacza zimowego. Czyli coś ładnego-zdobniczego i praktycznie-zdrowotnego ;) Ot, takie łosie z gołym :)
Teraz czas na całkowitą nowość, na którą pomysł zrodził się przy okazji dziergania ceglastych róż... Normalnie natchnęło mnie ;)))) I oto przedstawiam najprawdziwszą udzierganą różaną KOLIĘ:
Różana Carmen:
Powiem nieskromnie PIĘKNA jest :) W głębokim kolorze karminowej czerwieni.
Wbrew pozorom skromna i subtelna, jednak posiada to COŚ :)))
I tak sobie myślę że równie pięknie prezentowałaby się w kolorach białym i kremowym. Nie powiem, korci mnie jeszcze melanż soczystych, iście południowych kolorów, co sprawdzić zamierzam już wkrótce.
No, mają te róże w sobie COŚ ;)))
Tylko wciąż zastanawiam się czy nie dodać kolii nieco blasku i szyku glamoure... np. przez dodanie kilku koralicków, perełecków i tym podobnych błyskotek... Chyba wypróbuję to na kolejnej, ta jednak zostanie saute :)
I tyle na dziś.
Wkrótce kolejne wytwory rąk moich. Tymczasem pozdrawiam ciepło:)
Papapapapa :D
5 stycznia 2013
Eterycznie ?
Święta minęły w rodzinnej atmosferze. I jak wszystko co dobre szybko się skończyły.
Dzieciaki szczęśliwe z wolnych dni, które mimo fatalnej pogody spędziły z nami - a to, jak się okazało było najbardziej wyczekiwane ;))) A potem wspólne przygotowania do przejścia w Nowe.
A Nowe przyszło, szumnie i z hukiem, przywitane w gronie najbliższych znajomych - było kinderbalowo i wesoło ;)))
Przy okazji dowiedziałam się że już panujący Nowy, będzie NIEZWYKLE udany przede wszystkim dla raków, co mnie osobiście cieszy najbardziej. Niby się człowiek wyśmiewa z tych wszystkich horoskopów i wróżb, jednak gdy usłyszy, że ma szansę na LEPSZE to od razu mu cieplej na duszy ;))) Tak więc z nadzieją spoglądam w nadchodzącą przyszłość ;)))
Dziś trochę o zaległościach listopadowych.
Nazbierało się tego sporo, tylko czasu nie stało na zaprezentowanie.
Aniołów naszyłam jeszcze w listopadzie mnóstwo. Większość już przedstawiona została, jednak zostały jeszcze dwa, które w założeniu miały być liryczne-eteryczne, a przede wszystkim białe.
I były, o takie ;)
Przymierzałam się do innych skrzydeł, jednak zabrakło czasu na ich realizację :>
W sumie anioły są delikatne i subtelne, choć te skrzydła troszkę jakby mało zwiewne, i trochę psują ogólny efekt...
Cóż, kolejne doczekają się innych skrzydeł, myślę że będą bardziej pasujące.
Od dłuższego czasu powstają kolejne wianki:) Bardzo polubiłam szydełkowe róże.
Bardzo też, pasują mi one jako ozdoba nawiankowa :)
I równie świetnie owe dziergadełka spisują się w roli ozdobnika "napuszkowego " ;)))
W sam raz na ciasteczka i inne słodkości, ba, nie wstyd postawić na stole ;)
I to by było tyle na dziś.
Pozdrawiam ciepło i wszystkiego dobrego na ten Nowy życzę serdecznie wszystkim zaglądającym :)))
Dzieciaki szczęśliwe z wolnych dni, które mimo fatalnej pogody spędziły z nami - a to, jak się okazało było najbardziej wyczekiwane ;))) A potem wspólne przygotowania do przejścia w Nowe.
A Nowe przyszło, szumnie i z hukiem, przywitane w gronie najbliższych znajomych - było kinderbalowo i wesoło ;)))
Przy okazji dowiedziałam się że już panujący Nowy, będzie NIEZWYKLE udany przede wszystkim dla raków, co mnie osobiście cieszy najbardziej. Niby się człowiek wyśmiewa z tych wszystkich horoskopów i wróżb, jednak gdy usłyszy, że ma szansę na LEPSZE to od razu mu cieplej na duszy ;))) Tak więc z nadzieją spoglądam w nadchodzącą przyszłość ;)))
Dziś trochę o zaległościach listopadowych.
Nazbierało się tego sporo, tylko czasu nie stało na zaprezentowanie.
Aniołów naszyłam jeszcze w listopadzie mnóstwo. Większość już przedstawiona została, jednak zostały jeszcze dwa, które w założeniu miały być liryczne-eteryczne, a przede wszystkim białe.
I były, o takie ;)
Przymierzałam się do innych skrzydeł, jednak zabrakło czasu na ich realizację :>
W sumie anioły są delikatne i subtelne, choć te skrzydła troszkę jakby mało zwiewne, i trochę psują ogólny efekt...
Cóż, kolejne doczekają się innych skrzydeł, myślę że będą bardziej pasujące.
Od dłuższego czasu powstają kolejne wianki:) Bardzo polubiłam szydełkowe róże.
Bardzo też, pasują mi one jako ozdoba nawiankowa :)
I równie świetnie owe dziergadełka spisują się w roli ozdobnika "napuszkowego " ;)))
W sam raz na ciasteczka i inne słodkości, ba, nie wstyd postawić na stole ;)
I to by było tyle na dziś.
Pozdrawiam ciepło i wszystkiego dobrego na ten Nowy życzę serdecznie wszystkim zaglądającym :)))
4 października 2012
Znowu różne ;)
Kolejny zrealizowany pomysł.
Chodził za mną ze trzy lata, i jak to u mnie bywa zawsze stało "coś" na drodze do jego realizacji ;P
Teraz i ja mogę wreszcie pochwalić się, że jestem szczęśliwą posiadaczką własnego...
Pele-mele :))
Pierwszymi zawieszkami stały się róże, bo szydełko mnie opętało! Prawie się z nim nie rozstaję, to już najprawdziwsze uzależnienie:)
Bardzo podobają mi się te dziergane róże, chyba juz mam pomysł na kolejne ich wykorzystanie.
Tym bardziej że powstały kolejne biżuty, również przy wykorzystaniu szydełka.
Tu działałam wespół zespół z laleczką dziewiarską:
A tu już tylko szydełkowo, i choć ten wzór jest ogółowi już znany, przeze mnie jest bardzo lubiany, więc nieraz jeszcze będzie tu prezentowany:
ale się rymło ;)))
Cóż, mówiłam, wciągnęło mnie machanie kawałkiem drutu, bardzo nawet :)))
Podstaw szydełkowania nauczyła mnie jeszcze babcia, potem na wiele lat zapomniałam o nim, a szkoda, bo dziergałam nawet serwetki, taka byłam wyszkolona ;)))
Mogę powiedzieć że obecnie szydełko w mej dłoni stanowi niejako jej przedłużenie, w sumie bywa naprawdę pomocne w różnych życiowych sytuacjach :)
Dziś na przykład wpadła mi pięciozłotówka w szczelinę między podłogą a szafką, i nijak nie mogłam jej wydobyć (swoja drogą że się tam wepchała?!), i co? Oczywiście w ruch poszło szydełko:)))
Moneta odzyskana, a szydełko dalej działało rączkami memi ;)))
Kto wie, może z rozpędu przypomnę sobie jak to serwetki niegdyś dziergałam???
Byłoby miło:)
Pozdrawiam ciepło - oby utrzymało się jak najdłużej:)
Chodził za mną ze trzy lata, i jak to u mnie bywa zawsze stało "coś" na drodze do jego realizacji ;P
Teraz i ja mogę wreszcie pochwalić się, że jestem szczęśliwą posiadaczką własnego...
Pele-mele :))
Pierwszymi zawieszkami stały się róże, bo szydełko mnie opętało! Prawie się z nim nie rozstaję, to już najprawdziwsze uzależnienie:)
Bardzo podobają mi się te dziergane róże, chyba juz mam pomysł na kolejne ich wykorzystanie.
Tym bardziej że powstały kolejne biżuty, również przy wykorzystaniu szydełka.
Tu działałam wespół zespół z laleczką dziewiarską:
A tu już tylko szydełkowo, i choć ten wzór jest ogółowi już znany, przeze mnie jest bardzo lubiany, więc nieraz jeszcze będzie tu prezentowany:
ale się rymło ;)))
Cóż, mówiłam, wciągnęło mnie machanie kawałkiem drutu, bardzo nawet :)))
Podstaw szydełkowania nauczyła mnie jeszcze babcia, potem na wiele lat zapomniałam o nim, a szkoda, bo dziergałam nawet serwetki, taka byłam wyszkolona ;)))
Mogę powiedzieć że obecnie szydełko w mej dłoni stanowi niejako jej przedłużenie, w sumie bywa naprawdę pomocne w różnych życiowych sytuacjach :)
Dziś na przykład wpadła mi pięciozłotówka w szczelinę między podłogą a szafką, i nijak nie mogłam jej wydobyć (swoja drogą że się tam wepchała?!), i co? Oczywiście w ruch poszło szydełko:)))
Moneta odzyskana, a szydełko dalej działało rączkami memi ;)))
Kto wie, może z rozpędu przypomnę sobie jak to serwetki niegdyś dziergałam???
Byłoby miło:)
Pozdrawiam ciepło - oby utrzymało się jak najdłużej:)
7 sierpnia 2012
Zwis babski:)
Takie coś zrobiłam.
Właściwie to rodzaj korali. Nietypowy, bo szydełkowy.
Taki zwis babski naszyjny.
Nawet oryginalnie się prezentuje, i zazwyczaj wzbudza zaciekawienie.
Jak to zwis... ;)))
Był zwis męski, dla niezorientowanych - krawat. To niech sobie teraz będzie zwis damski, a co:))))
O, i to tyle na razie z moich robótek.
Mnóstwo się u nas dzieje, i nie mam pojęcia jak to wszystko ogarnąć.
Tegoroczne wakacyjne zajęcia świetlicowe, które początkowo, jako plan na papierze wcale nie przedstawiały się imponująco, w trakcie realizacji okazały się niezwykle zajmujące i pomysłowe. Od ponad tygodnia nie miałam zajęć u "siebie", ciągle gdzieś wybywamy, stale uczestniczymy w międzyświetlicowych zajęciach integracyjnych: gry plenerowe, zabawy terenowe, zajęcia rękodzielnicze, wycieczki do kina, na basen, nad jezioro... się dzieje, a ja się cieszę:) Jutro na przykład mamy patrol. WOJSKOWY!!! Najprawdziwsze wojsko będzie musztrować, szkolić i wydawać rozkazy naszym podopiecznym. Jeśli myślicie że blady strach padł na nasze dzieciaki to się przeliczyliście, ponieważ jak się okazuje są to jedne z najbardziej oczekiwanych zajęć:))) Dziś był basen. Dzieci raźno powróciły do domów już umawiając się na popołudnie, a ja padam na pysk:P
Od ubiegłego tygodnia mam na domowym "stanie" dodatkową piątkę domowników - siostra z dziećmi przyjechała, więc rządzimy:))) Się dzieje, oj dzieje:)
Może wkrótce znowu uda mi się pokazać coś robótkowego, szczególnie że siostrzenica z tych zakręconych robótkowo, i zaczyna tupać z niecierpliwością na wieczorne z ciotką działanie. Tymczasem ciotka wymięka :P Cóż, trza się będzie zmobilizować, co by dziecka nie zawieść :))))
Na dziś żegnam się miło i ciepło.
Do następnego razu:))
Właściwie to rodzaj korali. Nietypowy, bo szydełkowy.
Taki zwis babski naszyjny.
Nawet oryginalnie się prezentuje, i zazwyczaj wzbudza zaciekawienie.
Jak to zwis... ;)))
Był zwis męski, dla niezorientowanych - krawat. To niech sobie teraz będzie zwis damski, a co:))))
Mnóstwo się u nas dzieje, i nie mam pojęcia jak to wszystko ogarnąć.
Tegoroczne wakacyjne zajęcia świetlicowe, które początkowo, jako plan na papierze wcale nie przedstawiały się imponująco, w trakcie realizacji okazały się niezwykle zajmujące i pomysłowe. Od ponad tygodnia nie miałam zajęć u "siebie", ciągle gdzieś wybywamy, stale uczestniczymy w międzyświetlicowych zajęciach integracyjnych: gry plenerowe, zabawy terenowe, zajęcia rękodzielnicze, wycieczki do kina, na basen, nad jezioro... się dzieje, a ja się cieszę:) Jutro na przykład mamy patrol. WOJSKOWY!!! Najprawdziwsze wojsko będzie musztrować, szkolić i wydawać rozkazy naszym podopiecznym. Jeśli myślicie że blady strach padł na nasze dzieciaki to się przeliczyliście, ponieważ jak się okazuje są to jedne z najbardziej oczekiwanych zajęć:))) Dziś był basen. Dzieci raźno powróciły do domów już umawiając się na popołudnie, a ja padam na pysk:P
Od ubiegłego tygodnia mam na domowym "stanie" dodatkową piątkę domowników - siostra z dziećmi przyjechała, więc rządzimy:))) Się dzieje, oj dzieje:)
Może wkrótce znowu uda mi się pokazać coś robótkowego, szczególnie że siostrzenica z tych zakręconych robótkowo, i zaczyna tupać z niecierpliwością na wieczorne z ciotką działanie. Tymczasem ciotka wymięka :P Cóż, trza się będzie zmobilizować, co by dziecka nie zawieść :))))
Na dziś żegnam się miło i ciepło.
Do następnego razu:))
16 grudnia 2010
W podziękowaniu :)
Mam koleżankę.
Nic nowego, pisałam o TYCH koleżankach czas jakiś temu :)
Ale ja mam koleżankę niebanalną.
Choć wiekszść moich koleżanek do banalnych nie należy, wystarczy poczytać komentarze na blogu ;)))
Tak więc, mam koleżankę oryginalną, nie na nasze czasy...
O matko, wiekszość z podczytujących taka jest, no wiem przecież, ale!
Moja koleżanka z własnej i nieprzymuszonej woli, co więcej z MARZENIA została rolniczką!
HA! I tu jest pies pogrzebany :) ALE! Powiem więcej, moja koleżanka, jest rolniczką i pszczelarką!
Choć ta druga cecha charakterystyczna, bardziej przynależy się jej mężowi, ale co tam, wszak i ONA czynnie uczestniczy w tym rodzinnym, miodowym procederze.
Miody Ich znane są już w mojej okolicy,bez kozery rzeknę, mają MARKĘ, nic dziwnego pyszne są i zdrowe:))) Jadła która miód faceliowy??? Ja jadam regularnie, i nie tylko ja, najsmaczniejszy miodek na świecie, Kubuś by padł z przejedzenia ;)
Owa koleżanka zamieniła kawalerkę w mrówkowcu na zruinowane gospodarstwo, które to wespół zespół z małżonkiem swym odbudowują, odrestaurowują i... no wiecie, robią te wszystkie niezbędne rzeczy aby móc powiedzieć niebawem : żyjemy w swoim marzeniu :))))
Tymczasem łatwo nie jest. Z różnych względów, mają czasem pod górkę.
Ale! Się nie poddają, wszak to ich MARZENIE.
Z podziwem patrzę na ich poczynania i dokonania. Ja chyba bym nie podołała. Wiem co mówię.
Wystarczy jeden tydzień z małym rozbrykanym Johnem, a ja wymiękam, i narzekam jak mam ciężko.
Moja koleżanka ma dwóch takich andrusów. Jeden ma cztery lata i jest niepełnosprawny, drugi rok z kawałkiem, i z rąk nie złazi, taki przyssany... I jeszcze to gospodarstwo... Wariactwo zupełne. Ale przecież MARZENIE!!!
I ta moja koleżanka ma talent. Na którego rozwijanie nie bardzo ma czas, ale znalazła go troszkę dla mnie, i stałam się PRZESZCZĘŚLIWĄ posiadaczką CUDÓW. Tycich, maleńkich, ale doskonałych w każdym calu :))))
Bowiem mam, tadadam, barabam...
Ha, i co powiecie?
Taka koleżanka to skarb prawdziwy :)))
Piszę to żeby Koleżanka nie myślała że wdzięczna nie jestem, czy cóś, ale przede wszystkim piszę, bo nie wiedziałam jak zachwyt swój wyrazić :).
Wdzięczna jestem OGROMNIE! Szczególnie że wiem ile czasu i pracy włożyła w wykonanie tych cudeniek. Szczególnie przy jej obecnym trybie życia, no, DOCENIAM niemożliwie, i dlatego sie chwalę że mam :).
Ale mam także plan, bowiem wymyśliłam sobie że jeśli ten post przeczyta więcej równie Szalonych Kobietek, dla których szydełkowanie jest taką samą pasją, jak dla mojej Koleżanki, to może uda mi się wreszcie Ją przekonać do założenia własnego bloga.
"Wy nie wiecie, a ja wiem" co potrafią Jej zdolne paluszki, widziałam mnóstwo jej prac szydełkowych, i niestety, przez TO co widziały me oczy, stwierdzić muszę ponownie: Ja TAK NIE UMIEM i się nie naumiem, niestety :/
Kaśko, w świecie blogowym jest mnóstwo fajnych dziewczyn, równie szalonych rękodzielniczek jak TY - załóż bloga, please, pokaż co potrafisz - wymieniaj się doświadczeniem, nie bądź sobkiem, daj popatrzeć innym :))))))
Dziękuję jeszcze raz za cudny podarek - i nie złość się, proszę :)))
A wszystkim czytającym buziole ślę. Ciepłe ogromnie, mimo zimniska :D
Nic nowego, pisałam o TYCH koleżankach czas jakiś temu :)
Ale ja mam koleżankę niebanalną.
Choć wiekszść moich koleżanek do banalnych nie należy, wystarczy poczytać komentarze na blogu ;)))
Tak więc, mam koleżankę oryginalną, nie na nasze czasy...
O matko, wiekszość z podczytujących taka jest, no wiem przecież, ale!
Moja koleżanka z własnej i nieprzymuszonej woli, co więcej z MARZENIA została rolniczką!
HA! I tu jest pies pogrzebany :) ALE! Powiem więcej, moja koleżanka, jest rolniczką i pszczelarką!
Choć ta druga cecha charakterystyczna, bardziej przynależy się jej mężowi, ale co tam, wszak i ONA czynnie uczestniczy w tym rodzinnym, miodowym procederze.
Miody Ich znane są już w mojej okolicy,bez kozery rzeknę, mają MARKĘ, nic dziwnego pyszne są i zdrowe:))) Jadła która miód faceliowy??? Ja jadam regularnie, i nie tylko ja, najsmaczniejszy miodek na świecie, Kubuś by padł z przejedzenia ;)
Owa koleżanka zamieniła kawalerkę w mrówkowcu na zruinowane gospodarstwo, które to wespół zespół z małżonkiem swym odbudowują, odrestaurowują i... no wiecie, robią te wszystkie niezbędne rzeczy aby móc powiedzieć niebawem : żyjemy w swoim marzeniu :))))
Tymczasem łatwo nie jest. Z różnych względów, mają czasem pod górkę.
Ale! Się nie poddają, wszak to ich MARZENIE.
Z podziwem patrzę na ich poczynania i dokonania. Ja chyba bym nie podołała. Wiem co mówię.
Wystarczy jeden tydzień z małym rozbrykanym Johnem, a ja wymiękam, i narzekam jak mam ciężko.
Moja koleżanka ma dwóch takich andrusów. Jeden ma cztery lata i jest niepełnosprawny, drugi rok z kawałkiem, i z rąk nie złazi, taki przyssany... I jeszcze to gospodarstwo... Wariactwo zupełne. Ale przecież MARZENIE!!!
I ta moja koleżanka ma talent. Na którego rozwijanie nie bardzo ma czas, ale znalazła go troszkę dla mnie, i stałam się PRZESZCZĘŚLIWĄ posiadaczką CUDÓW. Tycich, maleńkich, ale doskonałych w każdym calu :))))
Bowiem mam, tadadam, barabam...
Ha, i co powiecie?
Taka koleżanka to skarb prawdziwy :)))
Piszę to żeby Koleżanka nie myślała że wdzięczna nie jestem, czy cóś, ale przede wszystkim piszę, bo nie wiedziałam jak zachwyt swój wyrazić :).
Wdzięczna jestem OGROMNIE! Szczególnie że wiem ile czasu i pracy włożyła w wykonanie tych cudeniek. Szczególnie przy jej obecnym trybie życia, no, DOCENIAM niemożliwie, i dlatego sie chwalę że mam :).
Ale mam także plan, bowiem wymyśliłam sobie że jeśli ten post przeczyta więcej równie Szalonych Kobietek, dla których szydełkowanie jest taką samą pasją, jak dla mojej Koleżanki, to może uda mi się wreszcie Ją przekonać do założenia własnego bloga.
"Wy nie wiecie, a ja wiem" co potrafią Jej zdolne paluszki, widziałam mnóstwo jej prac szydełkowych, i niestety, przez TO co widziały me oczy, stwierdzić muszę ponownie: Ja TAK NIE UMIEM i się nie naumiem, niestety :/
Kaśko, w świecie blogowym jest mnóstwo fajnych dziewczyn, równie szalonych rękodzielniczek jak TY - załóż bloga, please, pokaż co potrafisz - wymieniaj się doświadczeniem, nie bądź sobkiem, daj popatrzeć innym :))))))
Dziękuję jeszcze raz za cudny podarek - i nie złość się, proszę :)))
A wszystkim czytającym buziole ślę. Ciepłe ogromnie, mimo zimniska :D
10 grudnia 2010
Biało :)
Biało, biało wszędzie zwariowały, oszalały moje ręce...
Mogłabym tak śpiewać, ale jakoś mi się nie chce.
Te ręce mnie bolą.
Bowiem wczorajszy wieczór spędziłam na upojnym odgrzebywaniu mojej posesji spod zwałów białego puchu, śniegiem zwanego. Upojnie... :P
W sumie nie jest to jakaś straszliwa, fizyczna praca. Udało mi się w przeciągu 1,45 minut dokopać do furtki, bramy wjazdowej, odkopać nawiany śnieg sprzed drzwi wejściowych i bramy garażowej. Dużo tego było.
Po czym, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, i w oczekiwaniu na powrót rodziny - dla nich wszak wykonałam całą tę robotę, żeby mogli pod dom własny dojechać - udałam się do domu. Mała kolacyjka, i fru do łózia.
Ranek.
Mogłam nie otwierać okiennic. Przeczucie mi podpowiadało żeby tego nie robić.
Zignorowałam je jednak (jak zwykle...), i oczom mym ukazało się bezkresne pole w kolorze white.
Cała moja wczorajsza robota na nic.
Dziś, Osobisty żeby wyjechać spędził 45 minut na odkopywaniu samochodu spod śniegu, mocowaniu się z zapartą bramą wjazdową. Pojechał jednak... Udało się !
A ja po zapodaniu śniadanka dziatwie której obiecałam dzisiejszy dzień spędzony w domowych pieleszach - w sumie dobrze wyszło - i po wypiciu porannej kawki w towarzystwie zachwyconej zimą sąsiadki (dziwne), udałam się po kolejną porcję chwil upojnych...
Odśnieżanie - to moje drugie JA :)))
Odśnieżyłam, początkowo z pomocą dzieci posiadających własne łopaty do odśnieżania. Dzieci jednak wkrótce, po dzielnej pracy, udały się na odpoczynek - na łonie natury... choć bardziej pasuje na polu śniegu... w tej sytuacji...
Odśnieżałam zatem solo. I ponownie, pełna dumy z wykonanej pracy, po zwerbowaniu mokrych dzieci do domu, udałam się na krótki odpoczynek.
Godzinkę jeno zdrzemnęłam się z dzieciami swymi. Godzinkę... Musiałam, choć wcale nie planowałam, ale to odśnieżanie takie mulące w efekcie jest... Wstałam, w lepszym nastroju i w pełni sił witalnych. Dzieci spały słodko pochrapując, cicho bącząc pod kołderkami - pewnie po wysiłku :)
I znowu nieopatrznie wyjrzałam przez okno.
A tam...
Mogłabym tak śpiewać, ale jakoś mi się nie chce.
Te ręce mnie bolą.
Bowiem wczorajszy wieczór spędziłam na upojnym odgrzebywaniu mojej posesji spod zwałów białego puchu, śniegiem zwanego. Upojnie... :P
W sumie nie jest to jakaś straszliwa, fizyczna praca. Udało mi się w przeciągu 1,45 minut dokopać do furtki, bramy wjazdowej, odkopać nawiany śnieg sprzed drzwi wejściowych i bramy garażowej. Dużo tego było.
Po czym, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, i w oczekiwaniu na powrót rodziny - dla nich wszak wykonałam całą tę robotę, żeby mogli pod dom własny dojechać - udałam się do domu. Mała kolacyjka, i fru do łózia.
Ranek.
Mogłam nie otwierać okiennic. Przeczucie mi podpowiadało żeby tego nie robić.
Zignorowałam je jednak (jak zwykle...), i oczom mym ukazało się bezkresne pole w kolorze white.
Cała moja wczorajsza robota na nic.
Dziś, Osobisty żeby wyjechać spędził 45 minut na odkopywaniu samochodu spod śniegu, mocowaniu się z zapartą bramą wjazdową. Pojechał jednak... Udało się !
A ja po zapodaniu śniadanka dziatwie której obiecałam dzisiejszy dzień spędzony w domowych pieleszach - w sumie dobrze wyszło - i po wypiciu porannej kawki w towarzystwie zachwyconej zimą sąsiadki (dziwne), udałam się po kolejną porcję chwil upojnych...
Odśnieżanie - to moje drugie JA :)))
Odśnieżyłam, początkowo z pomocą dzieci posiadających własne łopaty do odśnieżania. Dzieci jednak wkrótce, po dzielnej pracy, udały się na odpoczynek - na łonie natury... choć bardziej pasuje na polu śniegu... w tej sytuacji...
Odśnieżałam zatem solo. I ponownie, pełna dumy z wykonanej pracy, po zwerbowaniu mokrych dzieci do domu, udałam się na krótki odpoczynek.
Godzinkę jeno zdrzemnęłam się z dzieciami swymi. Godzinkę... Musiałam, choć wcale nie planowałam, ale to odśnieżanie takie mulące w efekcie jest... Wstałam, w lepszym nastroju i w pełni sił witalnych. Dzieci spały słodko pochrapując, cicho bącząc pod kołderkami - pewnie po wysiłku :)
I znowu nieopatrznie wyjrzałam przez okno.
A tam...
Widok z okna sypialni , cała dzisiejsza praca...
Dojście do bramki, i bramy... Pośrodku wiśnia japońska i zakopana latarenka.
Ogród
To jest odśnieżony wjazd do garażu, częściowo ponownie już zasypany...
Tu już zdjęcie z podcienia, do domu prowadzą 3 stopnie...
Nie narzekam, nawet fajnie się odśnieża.
Tylko czy efekt mojej pracy nie może być widoczny troszkę dłużej??? Ociupinkę może ?
Do pracy nie poszłam, "klęskę żywiołów" mamy. Gimbusy do szkoły nie dojechały, zajęcia odwołane. Moje też. Tak więc wyżywam się w domu, z dziećmi. Dziś masa solna, i ozdoby do pokoju. Wkrótce pokażę efekty naszych działań.
Do pracy nie poszłam, "klęskę żywiołów" mamy. Gimbusy do szkoły nie dojechały, zajęcia odwołane. Moje też. Tak więc wyżywam się w domu, z dziećmi. Dziś masa solna, i ozdoby do pokoju. Wkrótce pokażę efekty naszych działań.
I dodam, jest pięknie, naprawdę, ja jednak nadal pozostaję wierną wielbicielką lata.
A jutro? Może... zawieje i ... ZAMIECIE ???
Na koniec pochwalę się. Nie mogłam się pohamować i zakupiłam kilka ozdóbek.
Wiszą sobie teraz w oknie mojej sypialni. Wiszą i zdobią:
I czekam na inne, z cała pewnością piękniejsze gwiazdeczki, bowiem umówiłam się na małą wymiankę z dziergającą koleżanką. Cuda robi swoim szydełkiem, cuda, ale bloga nie chce założyć.
Kolejna zaparta :) Wkrótce się będę chwalić - właściwie JĄ, bo ja TAK nie umiem, ot co :)
I tyle w temacie bieli.
Żegnam ciepło, z nadzieją na odśnieżenie przy użyciu maszyn wymyślonych w TYM celu :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















































