No to teraz ogarnął mnie szał radości :)))))))
Maszynę szyciową mam! Nową, piękną i... całkowicie inną niż ta na której dotąd szyłam:)))
Osobisty się zaangażował, bo już myślałam że nic z tego nie będzie, więc gdyby nie pomoc małżonka mego byłby klops, i znowu obeszłabym się "smakiem"... Bo do tego zakupu dojrzewałam ze dwa lata chyba:P
Teraz zaczynam jej rozgryzanie, maszyny oczywiście rozgryzanie, żeby nie było :). Pewnikiem proste to nie będzie, szczególnie zważywszy na czas jakim dysponuję, a dokładniej na notoryczny jego brak, jednak wcale się nie martwię, raczej tupię z niecierpliwości:)))) Te nocki niedospane... ech ;))
Szał radości, normalnie szał:)
I planów mnóstwo, chęci jeszcze więcej, gorzej z umiejętnościami :P Ale co tam, do odważnych świat należy, nie spróbuję się nie nauczę przecież :D
Patrzę na to swoje cudo nowoczesnej techniki i wspominam jak to moja babcia siedziała przy swoim starym, zielonym łuczniku i szyła. Najwięcej dla nas, swoich wnuków. Pamiętam gdy mierzyłam skrojone i poszpilkowane bluzeczki czy spodnie - z tymi ostatnimi to dopiero była "uciecha", gdy z gapiostwa siadało się żeby ułatwić sobie ich zdejmowanie po mierzeniu... krew nie raz się polała z okolic niewymawialnych - a Babcia lojalnie ostrzegała :P
Ta opisywana drzewiej szpilkowa Franka ciągnie się za mną od lat jak widać :)
Jaką piękną miałam białą sukienkę przez Babcię szytą! UWIELBIAŁAM JĄ, jak dziś pamiętam swoje rozczarowanie gdy już z niej wyrosłam. Ten jeden jedyny raz żałowałam wtedy że rosnę, dojrzewam, jakież to było przykre, bo sukienkę wprost kochałam.
Pamiętam też nową babciną maszynę. Łucznik w walizce chowany, który zobaczyłam gdy ponownie przyjechałam do Babci na wakacje.
Jestem w stanie wyobrazić sobie radość którą odczuwała, gdy wracała do domu ze "zdobytą" maszyną w ramionach:))) Pewnie szła chodnikiem i śmiała się sama do siebie, jak ja dzisiaj spoglądając na swoją :)))))
Moja Babcia była samoukiem krawieckim, więc tak sobie myślę że przy mojej desperackiej motywacji też chyba TO ogarnę. Bo plany mam że hohoho, oby czasu i wytrwałości starczyło.
A dziś ta pierwsza babcina maszyna, ten stary, zielony łucznik stoi u mnie w sypialni na komodzie. Ileż to wspomnień, historii... Ile to razy, leżałam na kanapie w pokoju, czytając książki by wreszcie uśpił mnie miarowy stukot pracującej babcinej maszyny. Ach jak tęsknię za tamtymi czasami... bardzo.
Maszyna na której dotąd szyłam to tez Łucznik , i również powiązany z moją Babcią, jakżeby inaczej:)
Bo dzięki Babci właśnie, moja mama mogła zaposiąść własną maszynę. Dlaczego? Bo to właśnie Babcia ją "wystała" w kolejce w której musiała swoje odstać aby ją zakupić - pomyśleć, ile to kolejnych historii, wspomnień, i znowu związanych z tą samą osobą :)
Dziś mamowa maszyna służy mnie, mama szyć nigdy nie lubiła, tak więc ulegając moim naciskom i jęczeniom, kilkanaście lat temu (wreszcie;) przekazała ją mnie. I nareszcie maszynka przeżywa swoje dobre lata - wreszcie robi to do czego została stworzona, szyje :)))) Pierwsze co na niej uszyłam to poszewki na pościel dziecięcą dla mających się wkrótce urodzić siostrzeńców (mojego i męża), jaka to była satysfakcja i radość!! Potem do kołderek uszyłam jeszcze, a jakże!, aniołki, nad którymi się namordowałam, ale fajne wyszły. Dziś żałuję że zdjęć owym swym wytworom nie zrobiłam, ale dumę z pierwszych swych poczynań szyciowych odczuwam po dziś dzień :)
A od teraz mam jeszcze jedną maszynę, nową, bardziej odlotową :)))) Szał!
Prawda że piękna?!!!
Łucznik w zapomnienie nie pójdzie, jednak co postęp techniczny to postęp wiadomo... no chyba że ja nie nadarzę za nim... ale próbować będę, a co ;))))
Matko, jak ja teraz do pracy będę chodzić gdy takie cudo w domu zostanie???? Jak JE zostawić takie samotne w tym wielkim domu... biedactwo moje maleńkie!
Szał, normalnie szał radości mnie rozpiera :))))))))
Nowiuska maszyna, nowiuska i jaka piękna:))))))))))
I moja!!!!
Z ostatniej chwili - innymi słowy, dodatek do powyższej zawartości:)))
Maszynę swą już KOCHAM, i nie jest to przesada.
Tyle co zdążyłam poznać wystarczy do wystawienia oceny opartej na samych superlatywach, pokrótce:
- jest niezwykle cicha, wiem co mówię, szyłam na trzydziestoletnim Łuczniku;
- jest śliczna, i zgrabna niezwykle patrz jak wyżej :) Trochę się obawiałam palstikowego plastiku, jednak wizualnie jest bardzo dobrze, a nawet super dobrze ;)))
- posiada niezwykle czytelny wyświetlacz, łatwość manipulowania nim i wyboru poszczególnych opcji;
- łatwa w obsłudze, najbardziej bałam się nawlekania szpulki, poszło jak z płatka, instrukcja nieco mi zagmatwała, nie mniej w efekcie "samo wyszło" ! Mam nadzieję że juz tak będzie stale, jutro spróbuję automatycznego nawlekania szpulki (chyba tak to się nazywa);
- świetna funkcja przycinania nici !!! Funkacja w którą winna być zaopatrzona każda maszyna, strasznie praktyczna sprawa!
- ogromna ilość ślicznych ściegów! Dla mnie, gadżeciary to naprawdę COŚ:)
- dobrze napisana instrukcja obsługi - to ważne gdy posiadało się: patrz punkt pierwszy ;)
Na razie TYLE :)
Na dziś spokojnie mogę polecić ten model. Dalsze spostrzeżenia niebawem, w oddzielnym poście:)
Jutro zawalczę ze zmianą stopek i igieł, dziś idę spać, padam na paszczę, chyba ta radość tak mnie wypompowała :))))))
Pozdrawiam serdecznie:)























