Skrojone owoce róży właśnie pyrkoczą sobie na małym "ogniu", choć ciężko mówić o ogniu w sytuacji gdy pyrkocze na polu grzewczym kuchni elektrycznej:)
Dzisiejszy wpis będzie wybitnie kulinarny, ostrzegam tych zaglądających którzy za kuchnią nie przepadają.
Po pierwsze, konfitury się robią i robić będą przez co najmniej najbliższe dwa dni.
Przepis zapodaję:
Owoce róży wypestkować - i tu drobna rada, pestki róży są nieco... gryzące:> Ich "igiełki" są makrowielkości i wbijają się w palce. Efekt? Niemiły, szczególnie jeśli w trakcie pracy zaswędzi nos, albo ucho, albo łydka, albo szyja... wymieniać dalej nie będę, niemniej po chwili swędzi wszystko:> Moja rada: STARAJCIE SIĘ NIE MIZIAĆ w trakcie pracy z różą:))) Jeśli jednak to nastąpiło, a swędzenie jest mocno upierdliwe zdejmijcie ubranko, wejdźcie pod prysznic, a po kąpieli załóżcie CZYSTĄ odzież:))) Albo zwyczajnie UWAŻAJCIE:)))
Dla pomysłowych - rękawice niewiele pomagają, chronią dłonie, a igiełki i tak pozostają na ubraniu, a efekt już znacie:)
Jednak nie zrażajcie się, tak naprawdę niemiło jest tylko za pierwszym razem. Za rok będzie lepiej, a konfitura warta jest tej UWAGI:)

Tak więc, skoro już wypestkowałyście owoce róży, to teraz należy ją obmyć. Ja jeszcze kroję połówki na mniejsze plasterki. Następnie przełożyć do szerokiego garnka i dodać niewielką ilość wody. Tyle, żeby nie przykryła owoców, ale jednocześnie żeby pozwoliła na jej ugotowanie. Dodajecie cukier - nie powiem ile, robię to na oko. Ja teraz zerwałam pełną łubiankę owoców (taką jak od truskawek), zasypałam na razie kilogramem cukru, no i pyrkoce sobie na maleńkim ogniu (może cukru dosypię potem, a może juz nie, sprawdzę i zdecyduję później). Cały "pies jest pogrzebany" w czasie gotowania owoców. Dlaczego? Nie można róży gotować szybko i na pełnym gazie ponieważ owoce stwardnieją, a nie o to nam chodzi. Dlatego zagotujcie, niech pyrkocą sobie nasze konfitury przez dziesięć - piętnaście minut. Po tym czasie odstawcie je z ognia, czynność powtórzcie jeszcze następnego dnia, i kolejnego, i jeszcze jednego.
Konfitura ma być krystaliczna, "szklana" i gęsta z lekko rozgotowanymi owocami. Jeśli jest zbyt rzadka, przecedźcie ją, uzyskacie wówczas syrop I konfiturę:) Gorącą konfiturę przekładać do wyparzonych słoiczków, zakręcić i chwilkę pasteryzować. I koniec.
Mocno opisowy przepis, ale inaczej w przypadku róży się nie da. Tak to już jest, że aby osiągnąć "doskonałość" smaku należy najpierw się nagadać, narazić, narobić, i naczekać. Taka właśnie jest róża, kapryśna, wymagająca i... powalająca aromatem, zapachem i smakiem:)))
I pomyśleć że jeszcze niedawno nie przepadałam za różą:> Szczególnie ogrodową. Ale tylko pewne zwierza zdania nie zmieniają:> Właśnie się przełamuję, choć przetwory różane uwielbiam.
Ten przepis mam od mojej Teściowej, która z kolei posiada go od swej mamy. I tak, przepis jest nie tylko aromatyczny ale i posiada rys... historyczny:)))
Po drugie - pochwalę się. Zakładając bloga nie przypuszczałam że wiele wpisów opierać się będzie na przechwalaniu się:) Ale cóż, na telefony wydałabym krocie, po degustacjach... pusta spiżarnia..., a tak, proszę bardzo, własne ego podbudowane, i spiżarnia pełna:))) Same zalety takiego blogowego chwalenia się:)))
Chwalę się zatem tym:
Już się domyślacie? Kwartalnik "Weranda Country" opublikował mój przepis na "Chutnej dyniowo - gruszkowy". Ciekawy sos do przegryzek, można go podać do krakersów i schłodzonego piwka, można też bardziej elegancko do serów żółtych i pleśniowych i winka, doskonale smakuje też z chlebem, najlepiej tostowym:)
Przepis mam, nie wiem skąd. Mam, wykorzystałam i... został doceniony:))) Miłe niezwykle wyróżnienie:)))
Chutney wygląda niezwykle apetycznie i słonecznie. Jest lekko kwaśny, orzeźwiający, dzięki czemu doskonale komponuje się z krakersami i serami:) Tak wygląda na zdjęciu:
To na pierwszym planie z chlebkiem to jest dżem dyniowy, obok to właśnie chutney:)
Dla zainteresowanych a nie posiadających "WC" ( fajny skrót, nieprawdaż), przepisy wkrótce:)
I jeszcze jedno, na dwóch prezentowanych dziś zdjęciach pojawiło się coś NOWEGO. COŚ co niezmiernie mi się spodobało i musiałam TO mieć:)))
Pełniejsza, bardziej dokładna relacja wkrótce:)
I chwaleniem się kończę dzisiejszego posta.
Co wcale nie zmienia faktu iż żegnam Was miło i cieplutko:)))
Papapa