W szafie zmieści się prawie wszystko. Pojemna jest i pękata.
W mej szafie stoi kufer pełen wspomnień.

Szafę mogę zamknąć na klucz i zapomnieć. A potem znów otworzyć i uśmiechnąć się.
Jeśli czasem zapłaczę, to z szafy wyciągnę błękitne chusteczki, wytrę łzy i w końcu przebaczę.

W mojej szafie mogę się schować, zniknąć.
Szafę mogę przemalować i zapełnić miłością, nadzieją i szczęściem.
W szafie zawsze mogę wszystko od nowa poukładać.
Zatem zapraszam - właśnie otwieram swoją ciągle jeszcze niepoukładaną:
Szafę malowaną





Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyróżnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyróżnienia. Pokaż wszystkie posty

22 marca 2011

Wygrane

Ostatnio mam fart!
Naprawdę muszę zagrać w Totka, może też coś fajnego z tego wyniknie ;)
Wygrałam powitalne candy u Szalenki:) I takie cuda przyszły. Najpierw pierwsza przesyłka:

Zaraz na drugi dzień kolejna przesyłka :) To się nazywa stopniowanie przyjemności:))))
I w tej drugiej było TO:




 A wszystko odpowiednio "PYSZNE" :))))

Córka z zachwytem przyglądała się tkaninkom. Po czym padło podchwytliwe pytanie: I co z tego uszyjesz???
A oczyska miała okrągłe z chęci przygarnięcia na własność jakiegoś gadżeciku :))))

Magduś, serdecznie dziękuję:) Prawdziwe piękności mam pośród swoich tkanin i dodatków dzięki Tobie:)

Inne niespodzianki jakie stały się moim udziałem w minionym czasie są innego rodzaju.
Choć nie mniej radosnego.
Dostałam piękne wyróżnienia od Maknety, Hanki z Belgowa, i aż dwa od MaJu :)
Pięknie Wam dziewczyny dziękuję. Naprawdę czuję się niesamowicie wyróżniona, że pośród tylu świetnych blogów wybrałyście właśnie mój:))) Nie mniej nadal PROSZĘ O KOMENTARZE, to wystarczająca zachęta do dalszych moich działań, i chyba dająca najwięcej satysfakcji :)))


Serdecznie dziękuję że tu zaglądacie :)))

3 listopada 2010

No!

I koniec ostateczny mojego candy.
Dziś w godzinach rannych wylosowałam:)
A losowałam będąc radosną jak norka, bowiem o mały włos ze schodów swych nie spadłam:> Jaki to powód do radości spytacie, a taki że jednak nie spadłam!! Ha! To się cieszę, bo po tym upadku już bym chyba nie wstała:>
Wspominałam że fartowne życie ostatnio mam???
No bo candy wygrywam, i fajnych ludzi poznaję, i nagrody miewam przyznawane. Nagrody takie wyróżnieniowe, ale piękne, no i jeszcze z tych schodów nie spadłam - jeszcze lepiej. Samo SZCZĘŚCIE.
Czy ja coś kiedyś mówiłam o panu "P-u"???? Eeeee, to muszę od dziś zmienić zdanie i nastawienie:)))))
Wyróżnienie dostałam o takie:


Kerry - Marta mnie obdarowała. Miło mi, i zapraszam do częstowania się wszystkie chętne i zauroczone cudnym zdjęciem:))) Jak mówiłam, czuję się doceniona przez to że do mnie zaglądacie i komentujecie:)
A Kerry bardzo dziękuję :D

OOO!!! I sie rozgadałam a o wyniku losowania nagrody pocieszeniowej nic nie mówię:>
Przepraszam, już naprawiam swój błąd i spieszę donieść iż niespodziankową nagrodę pocieszeniową wylosowała:


SIENCJA
GRATULUJĘ i uprzejmie proszę o dane do wysyłki:)))
Nagroda nadal pozostaje niespodziewaną niespodzianką - już jest wymyślona, teraz tylko realizacja i gotowe:) Mam nadzieję że przypadnie do gustu:)

A ja tymczasem żegnam miło i cieplutko:)))

3 sierpnia 2010

Skrojone

Skrojone owoce róży właśnie pyrkoczą sobie na małym "ogniu", choć ciężko mówić o ogniu w sytuacji gdy pyrkocze na polu grzewczym kuchni elektrycznej:)

Dzisiejszy wpis będzie wybitnie kulinarny, ostrzegam tych zaglądających którzy za kuchnią nie przepadają.

Po pierwsze, konfitury się robią i robić będą przez co najmniej najbliższe dwa dni.
Przepis zapodaję:



Owoce róży wypestkować - i tu drobna rada, pestki róży są nieco... gryzące:> Ich "igiełki" są makrowielkości i wbijają się w palce. Efekt? Niemiły, szczególnie jeśli w trakcie pracy zaswędzi nos, albo ucho, albo łydka, albo szyja... wymieniać dalej nie będę, niemniej po chwili swędzi wszystko:> Moja rada: STARAJCIE SIĘ NIE MIZIAĆ w trakcie pracy z różą:))) Jeśli jednak to nastąpiło, a swędzenie jest mocno upierdliwe zdejmijcie ubranko, wejdźcie pod prysznic, a po kąpieli załóżcie CZYSTĄ odzież:))) Albo zwyczajnie UWAŻAJCIE:)))
Dla pomysłowych - rękawice niewiele pomagają, chronią dłonie, a igiełki i tak pozostają na ubraniu, a efekt już znacie:)
Jednak nie zrażajcie się, tak naprawdę niemiło jest tylko za pierwszym razem. Za rok będzie lepiej, a konfitura warta jest tej UWAGI:)


Tak więc, skoro już wypestkowałyście owoce róży, to teraz należy ją obmyć. Ja jeszcze kroję połówki na mniejsze plasterki.  Następnie przełożyć do szerokiego garnka i dodać niewielką ilość wody. Tyle, żeby nie przykryła owoców, ale jednocześnie żeby pozwoliła na jej ugotowanie. Dodajecie cukier - nie powiem ile, robię to na oko. Ja teraz zerwałam pełną łubiankę owoców (taką jak od truskawek), zasypałam na razie kilogramem cukru, no i pyrkoce sobie na maleńkim  ogniu (może cukru dosypię potem, a może juz nie, sprawdzę i zdecyduję później). Cały "pies jest pogrzebany" w czasie gotowania owoców. Dlaczego? Nie można róży gotować szybko i na pełnym gazie ponieważ owoce stwardnieją, a nie o to nam chodzi. Dlatego zagotujcie, niech pyrkocą sobie nasze konfitury przez dziesięć - piętnaście minut. Po tym czasie odstawcie je z ognia, czynność powtórzcie jeszcze następnego dnia, i kolejnego, i jeszcze jednego.
Konfitura ma być krystaliczna, "szklana" i gęsta z lekko rozgotowanymi owocami. Jeśli jest zbyt rzadka, przecedźcie ją, uzyskacie wówczas syrop I konfiturę:) Gorącą konfiturę przekładać do wyparzonych słoiczków, zakręcić i chwilkę pasteryzować. I koniec.


Mocno opisowy przepis, ale inaczej w przypadku róży się nie da. Tak to już jest, że aby osiągnąć "doskonałość" smaku należy najpierw się nagadać, narazić, narobić, i naczekać. Taka właśnie jest róża, kapryśna, wymagająca i...  powalająca aromatem, zapachem i smakiem:)))
I pomyśleć że jeszcze niedawno nie przepadałam za różą:> Szczególnie ogrodową. Ale tylko pewne zwierza zdania nie zmieniają:> Właśnie się przełamuję, choć przetwory różane uwielbiam.
Ten przepis mam od mojej Teściowej, która z kolei posiada go od swej mamy. I tak, przepis jest nie tylko aromatyczny ale i posiada rys... historyczny:)))


Po drugie - pochwalę się. Zakładając bloga nie przypuszczałam że wiele wpisów opierać się będzie na przechwalaniu się:) Ale cóż,  na telefony wydałabym krocie, po degustacjach... pusta spiżarnia..., a tak, proszę bardzo, własne ego podbudowane, i spiżarnia pełna:))) Same zalety takiego blogowego chwalenia się:)))
Chwalę się zatem tym:

Już się domyślacie? Kwartalnik "Weranda Country" opublikował mój przepis na "Chutnej dyniowo - gruszkowy". Ciekawy sos do przegryzek, można go podać do krakersów i schłodzonego piwka, można też bardziej elegancko do serów żółtych i pleśniowych i winka, doskonale smakuje też z chlebem, najlepiej tostowym:)
Przepis mam, nie wiem skąd. Mam, wykorzystałam i... został doceniony:))) Miłe niezwykle wyróżnienie:)))




  Chutney wygląda niezwykle apetycznie i słonecznie. Jest lekko kwaśny, orzeźwiający, dzięki czemu doskonale komponuje się z krakersami i serami:) Tak wygląda na zdjęciu:


To na pierwszym planie z chlebkiem to jest dżem dyniowy, obok to właśnie chutney:)
Dla zainteresowanych a nie posiadających "WC" ( fajny skrót, nieprawdaż),  przepisy wkrótce:)
I jeszcze jedno, na dwóch prezentowanych dziś zdjęciach pojawiło się coś NOWEGO. COŚ co niezmiernie mi się spodobało i musiałam TO mieć:)))
Pełniejsza, bardziej dokładna relacja wkrótce:)

I chwaleniem się kończę dzisiejszego posta.
Co wcale nie zmienia faktu iż żegnam Was miło i cieplutko:)))

Papapa

14 marca 2010

Dziękuję:)



Takie oto wyróżnienie otrzymałam od przemiłej Kasi http://zjawa ciągła światła białego.blogspot.com/,  bardzo to miłe, ale w związku z tym że mam wielki problem z wybraniem kolejnych osób którym chciałabym przekazać to wyróznienie, nominuję wszystkie blogi - i mam świadomość że jest ich więcej niż dziesięć:) - wszystkie które znajdują się na bocznym pasku mojego bloga.
Według mnie wszystkie dziewczyny do których zaglądam zajmują się czymś co robi na mnie wielkie wrażenie, właśnie dlatego do nich zaglądam, właśnie dlatego te blogi wybrałam jako te najbardziej ulubione:))))

Nie mniej dziękując Kasi za to niezykle miłe dla mnie wyróżnienie, miłe dla mnie osobiście jako że bloguję od niedawna, jednoczesnie podpisuję się obiema rękami pod akcją, której hasło brzmi:

WYRÓŻNIENIA SĄ MIŁE, ALE NIE, DZIĘKUJĘ!

Jestem "szczęśliwą" posiadaczką internetu gsm, który na mojej wsi chodzi straszliwie wolno, więc czas jaki muszę poświęcić na przekazanie dalej wyróżnień, przy dwójce małych dzieci, jest dla mnie nieosiągalny na chwilę obecną.
Absolutnie nie chę nikogo urazić, chetnie poświęciłabym cały dzień aby kogoś uszczęśliwić czy rozweselić przyznaniem wyróżnienia, ale doprawdy nie mam kiedy, nie mam jak i nie wiem komu, więc upraszam o wybaczenie i wyrozumiałość.

 
 Zatem, mając nadzieję że nikogo nie obraziłam, żegnam się ciepło i serdecznie, a wszystkich zaglądających pozdrawiam i zapraszam do komentowania - jak powiedziała Kasia - do woli:))