Zupełnie nie z mojej bajki. Bo ja jestem kobietą co to koło elegancji stała jedynie przeze chwilę i pomyłkę w dodatku.
Ale TO przychodzi chyba z wiekiem. To, czyli POTRZEBA zaposiąścia CZEGOŚ innego, takiego bardziej wyględnego, takiego przez duże E - leganckiego i na wysokim w dodatku.
Miesiąc mnie nie było, a ja zaczynam enigmatycznie nieco.
Już wyjaśniam. Przepadłam z powodów wielu.
Najważniejszy to PRZYGOTOWANIA DO WYDARZENIA ŻYCIOWEGO - nie mojego, aczkolwiek ważnego również dla mnie. A że zbiegły się owe z wiosną, która jednak raczyła nadejść wreszcie, to poszłoooo a czas zleciał niemiłosiernie na pysk nawet.
Wydarzenie wspomniane to Pierwsza Komunia Święta najstarszej mej latorośli - Antoniny.
Dwie niedziele temu mieliśmy radość wielką w niej uczestniczyć - niezwykle wzruszająca uroczystość.
Z tej okazji prócz szeregu niezbędnych przygotowań kulinarnych ( np torcik - na zdjęciu z komórki, mocno wieczorową porą trzaskany):
Zdjęcie byle jakie, właściwie to ten tort wygląda na nim jak biała breja walnięta na paterę - zaręczam iż tak nie było, i prezentował się całkiem miło dla oka, choć nie ukrywam, założenie pierwotne było nieco inne :P
Zaangażowałam się również w pomoc w przygotowanie stosownych dekoracji kwiatowych w naszym kościele, zajęło to całe kilkanaście godzin. Ostateczny efekt wart każdej poświęconej minuty :) To tylko jedna z wielu kompozycji. Zdjęcie z komórki, bo kto by tam myślał o fotografii gdy za oknem noc ciemna...
Pani która na co dzień zajmuje się układaniem i pielęgnowaniem kwiatów w naszym kościele jest niesamowita, szczególnie że jest samoukiem. Prawdziwy talent i zaangażowanie!
Innym równie ambitnym pomysłem było wykonanie stroika dla młodej komunikantki. Jeden powstał dawno, bo już miesiąc wcześniej. Ale jako że nie lubię nudy, w niedzielę wstałam skoro świt i uwiłam jeszcze jeden stroik-cosik ozdobny, z kwiecia żywego:A to cosik sprzed miesiąca, wykorzystany podczas białego tygodnia:
Ten ostatni można nosić na różne sposoby, to tzw "mgiełka", na zdjęciu jako dekoracja uwitego na szybko koka.
A poniżej przejęta Antonina w całej krasie i z wytwornymi przyległościami braterskimi:
Na zdjęciach cosik na głowinie córczynej już po przejściach, kwiatki niektóre odpadły, inne nieco przywiędły, jeszcze inne nieco zbyt mocno się rozwinęły. A to tylko dlatego że przejęta matka z równie przejętym ojcem zapomnieli zabrać aparat na zdjęcia pamiątkowe po mszy. Tym sposobem zdjątka trzaskane dziewczęciu były poobiednią porą , więc stan stroiczka zrozumiały :)
Wygląd matki w TAKI dzień winien być równie schludny i niewymuszenie elegancki. Co prawda w TAKI dzień najważniejsza jest latorośl - nie mniej oprawa w postaci osób towarzyszących winna być równie uroczysta i cokolwiek reprezentatywna, żeby wstydu NAJWAŻNIEJSZEJ nie przynieść. No to wdziałam PIERWSZE :) czyli buty, na okrutnie wysokim (jak dla mnie) obcasie. Fajne, i szykownie się prezentujące nawet na moich niezwyczajnych do ekstrawagancji stopach. Na zdjęciu bez niezwyczajnej zawartości:
Czemu wspominam akurat o butach? Bo to one sprowokowały mnie do stworzenia DRUGIEGO, równie niezbędnego gadżetu eleganckiej (nawet takiej jak ja) kobiety :)
Kopertówka która się uszyła w jedno przedpołudnie, nieco mimochodem ale z niezwykle silnej niechęci.
Niechęć podyktowana rozsądkiem przyprawionym lenistwem: nie chciało mi się jechać do miasta na kolejne poszukiwania pasującej do PIERWSZYCH torebeczki/kopertówki lub czegoś podobnego na wsad różnorodny. I tak powstała całkiem udana wersja hand made. Prosta z możliwością wymiany przedniego gadżetu dekorującego - żeby nie było nudno w przyszłości :) A nóż widelec będzie jeszcze jakaś okazja do wdziania koszmarnie wysokich (jak dla mnie) butków wymagających zastosowania niezbędnych dodatków z dużym E :)
Tymczasem przydały się na piątkowe uroczystości mamowe które odbyły się w szkole dziatek mych.
Oto portret mój i Osobistego, czyli moje własne MONIDŁO ręką Tosiną wykonane - z powodu którego duma niesłychana mnie rozpiera, a co:! )
Synu też się wykazał. Co prawda moje paluszki wiotkie nieco, ale reszta zgodna z prawdą naoczną:) To pasiaste to ja :)
A tu już Osobisty - chwyt konkretny :) - a dobrani jesteśmy strojami kolorystycznie bardzo:) Znaczy dalej w temacie niewymuszonej elegancji:)
WSZYSTKIM MAMUSIOM W DNIU ICH ŚWIĘTA ŻYCZĘ SAMYCH RADOSNYCH DNI!
I tyle na dziś. W przygotowaniu jeszcze makro relacja ogrodowa :) Ale o tym innym razem - dzisiejszy wpis i tak obfity w zawartość pisaną :)))
Żegnam miło i ciepło z niesłabnącą nadzieją na cieplejsze :)
Wow!!
OdpowiedzUsuńTosia prześlicznie się prezentowała! A Jasiek... Mato i córko!! Toż on już mężczyzna się robi! Chyba jest wzrostu swej starszej sis??
Się nie dziwię, że musisz zasuwać na takich obcasach! Toż byś zniknęła między dzieciami swemi! :D
Podziwiam determinację! Dla mnie najlepszy obcas, to obcas adidasa :D
Ale dla takiej kopertówki poświęciłabym się bez wahania!
Portrety świetne!
Tort widziałam i potwierdzam, że wyglądał dużo lepiej niż na zdjęciu ;) Tosia wglądała jak aniołek (bo aniołki zawsze wyglądają jak aniołki ;)nie tylko na zadjęciach) a kopertówka.... jak kupna... tylko takiej nie można nigdzie kupić.. my nadal zmagamy się z ospą.... od 2 dni Jula cała obsypana :/
OdpowiedzUsuńbuziaki dla Was
To się nazywa "efekt wow"! Tosia wyglądała cudnie, anielsko wręcz w stroikach-cosika Twoimi rękami uwitych( zdolniacha z Ciebie) Jan ależ przystojny facet z niego. A te niebotyczne obcasy i kopertówka to o opad szczęki mnie przyprawiły.Portrety cudne!
OdpowiedzUsuńSerdeczności przesyłam:)
Bardzo fajne buty i torebeczka:)"Monidła"cudne:))Torcik mistrzowski:))
OdpowiedzUsuńNo proszę - Komunistka cudnej urody, brat takoż samo, no i Mamunia z Tatnuiem, sądząc po obrazkach, szyku zadali :-)
OdpowiedzUsuńDziewczyny - bardzo dziękuję, w imieniu własnym i Komunikantki :)
OdpowiedzUsuń