W szafie zmieści się prawie wszystko. Pojemna jest i pękata.
W mej szafie stoi kufer pełen wspomnień.

Szafę mogę zamknąć na klucz i zapomnieć. A potem znów otworzyć i uśmiechnąć się.
Jeśli czasem zapłaczę, to z szafy wyciągnę błękitne chusteczki, wytrę łzy i w końcu przebaczę.

W mojej szafie mogę się schować, zniknąć.
Szafę mogę przemalować i zapełnić miłością, nadzieją i szczęściem.
W szafie zawsze mogę wszystko od nowa poukładać.
Zatem zapraszam - właśnie otwieram swoją ciągle jeszcze niepoukładaną:
Szafę malowaną





21 czerwca 2012

Zaległości

Dziś ciąg dalszy zaległości, a że warte wspomnienia to zamieszczam :)
Czerwiec to jeden z moich bardziej ulubionych miesięcy. Czereśnie, kwiaty, słońce, bób, młode bociany, ciepło, pierwsze przetwory, możliwość biegania na bosaka, długie dni, miłe wieczory, spotkania, choćby i takie przy płocie z kawą w ręku ;))) Chce się żyć, nawet gdy czasu na te wszystkie przyjemności braknie, jak u mnie w tym roku ;)

Ale najsampierw był wielki dzień MŁODYCH.
My jeden dzień MŁODYCH przerabialiśmy przez trzy dni. I ogromnie się cieszę, że mimo zabiegania i przygotowań do zamorskiego wyjazdu znalazłam chwilę na oderwanie się, takie zupełnie całkowite...
Pierwszy dzień Młodych - naszych i zaprzyjaźnionych Młodych ze swoimi Starszymi z Mruwkowiska świętowaliśmy jak należy w piątek Pierwszego. Było kameralnie, sympatycznie, smacznie i wesoło:)






Się działo jak widać:) Młode bawiły się wyśmienicie, nawet Mruwa udowadniała że wciąż własny "garnitur" posiada :). Dzieciaki piekły kiełbaski nad ogniskiem,by w przerwach między kolejnymi kęsami przygotowanych smakowitości, buziaki własne wymazać oraz zamienić się w twórców ogromniastych baniek mydlanych - cyrk normalnie, we własnym ogrodzie :)



 Było miło, nawet mimo niezbyt sprzyjającej pogody :) - zdjęcia w ruchu, przy snującym się ogniskowym dymie, więc takie sobie, za co przepraszam.
 Kolejny dzień, 2.06 - sobota, to  dzień WIELKIEJ PRZYGODY. Pojechaliśmy ranną porą w okolice Giżycka i tam...


TAM zaczęło się wielkie ŻEGLOWANIE. Musicie uwierzyć że było wielkie, bo mało że na WIELKICH jeziorach, to jeszcze przy WIELKIM wietrze! Dzieciaki mimo początkowych obaw (bo niezłe przechyły były ;)), stosunkowo szybko się oswoiły, i nawet myśleć nie chciały o powrocie do domu. Zatem noc spędziliśmy na jachcie, by następnego dnia kontynuować naszą  WIELKĄ żeglarską przygodę ;))) I wcale nie straszne nam były chłody, wiatry i deszcze niespokojne! Wszak prawdziwy żeglarz niczego się nie boi :)
Szant mi jedynie brakło, coś tam sobie ponuciłam, coś tam dzieciaki podchwyciły, bo znają, jednak dzienne żeglowanie i wieczorne szantowanie to coś co żeglarskie misie lubią najbardziej - a ja mam  lekki niedosyt.
Uwielbiam wodę, i to co z nią związane, nawet mimo dostatecznych umiejętności pływackich w stylu bardzo dowolnym, lubię żagle i kajaki. Osobisty również polubił ten sposób relaksu już jakiś czas temu. Teraz mam radochę że także dzieci złapały bakcyla. Pewnie podobne przygody nie będą zdarzały się zbyt często, jednak ich pozytywne reakcje z całą pewnością wpłyną na potrzebę częstszego organizowania takich wypraw. A ja się cieszę  jak nie wiem kto ;))))





 "Ooooo, przechyły i przechyły,
Ooooo, za falą fala mknie..."











Oto kolejna zaległa relacja z tego co się u nas czerwcową porą wydarzyło:) I tak sobie myślę że nadrobiłam. Wkrótce troszkę tego się w między czasie "stworzyło ręcami memi" w wolnych chwilkach :)


Papapa ;))

Piętnastka ;)

Zawsze uważałam że piątka to w pewien sposób moja szczęśliwa liczba.
Coś w tym jest.
Wielokrotność piątki również bywa dla mnie łaskawa. Nigdy ni wykorzystuję tej mojej "słabości" bo np. nie gram w totka, nie ustawiam ważnych spotkań akurat w dni "piątkowe", po prostu nie przywiązuję do tego specjalnej wagi.
Ale jeśli pięć razy przed spaniem powtórzę sobie coś o czym rano muszę pamiętać, to pamiętam :)
Lubię piątkę i już :).
A dziś wraz z Osobistym obchodzimy piętnastą rocznicę ślubu :))) . Piętnastą, czyli trzy piątki:)
To także dwudziesta rocznica naszego z Osobistym poznania się - czyli cztery piąteczki:) Fajnie nie?!
No i skoro to taka ŁADNA liczebnie rocznica to postanowiłam napisać o tej  mojej słabości do piątki :)))
A przypomniała mi o dzisiejszym święcie moja osobista Teściowa... My sami z Osobistym zapomnieliśmy! Ja chyba pierwszy raz w życiu, bo dotąd bardzo pilnowałam dat wszelakich a ważnych rodzinnie. Czyżby to objaw nadchodzącej sklerozy?


Urodziny wkrótce również będę miała, a wtedy same okrąglutkie piąteczki... nie powiem ile, strach się bać, ale może... ZAPOMNĘ?!  ;))

Swoją drogą, kiedy to zleciało?!?!?!?

18 czerwca 2012

Nadrabianie


Długo mnie nie było, a to za sprawą niejednokrotnie wspominanego wyjazdu. Tak więc przygotowania rodziny na moją nieobecność, wszelkie zajęcia coby rodzinę pocieszyć i zabezpieczyć pochłonęły mnie niesamowicie. Sam wyjazd jakby nie patrzeć daleki, bo na Wyspy Zielone poleciałam,
A tam się działo że hej :)  Nie będę zamieszczać pełnej relacji, zresztą zdjęcia mam głównie z zakresu tych rodzinnych, bo u Chrześniaka na Pierwszej Komunii byłam więc teraz tylko te zdjęcia, które nazywam "ogólno-poglądowymi", ale niejako oddają ducha całej mojej wyprawy ;)))
I tak, na początek mój dwugodzinny spacer w chmurach :)

 Potem to już shopping połączony ze zwiedzaniem :)


 Tu dekoracja komunijna którą wykonałam dla chrześniaka, a inspirowana dziełami wynalezionymi gdzieś w sieci:

 Ciąg dalszy zwiedzania, tu krzyże na cmentarzu przy kościele w którym odbywała się Komunia:


 I fiatki, a jakże;)))





 Takich wiewiór w pobliskim parku było mnóstwo, godzinami można je podziwiać:

 I jeszcze taki ogródek, nawet w miejscach w których wydawałoby się że krzaczka nie uświadczysz:


Teraz jeszcze pejzaż morski:





 Z serii co na angielskiej plaży można znaleźć... u nas bywa podobnie, prawda ;)))




 Ostatnie zdjęcie to nadmorskie okolice, fota z samochodu -  co ja poradzę że lubię owce ;))
A wieczorami działałyśmy rękodzielniczo. Moja siedmioletnia siostrzenica jest wielka fanką rękodzieła, toteż szyłyśmy, filcowałyśmy i plotłyśmy...
moje nowe odkrycie czyli bransoletki makramowe:)) Również nowa wielka miłość mojej siostrzenicy i siostry :)
 I na koniec ponownie spacer w chmurach. Jako człowiek twardo stąpający po ziemi, za lataniem nie przepadam. Jednak widoki tam w górze bywają naprawdę powalające.
To Liverpool z góry:




Tyle z dalekich wojaży. mam zaległości z relacji różnorodnych wydarzeń które były naszym udziałem. Wkrótce spróbuję to naprawić i nadrobić powstałe zaległości. Łatwe to nie będzie, bowiem już trwają u nas przygotowania do wakacji które zamierzam spędzić w oderwaniu od codzienności, ale o tym wkrótce. Tymczasem,  jak widać, tegoroczny czerwiec jest u nas miesiącem niezwykle intensywnym w przeżycia, i wciąż jeszcze ciągle trwa, i już wiem że niejedno się jeszcze wydarzy:)

Do poczytania zatem wkrótce :)))