Okazja po temu jest korzystna, albowiem dziecię się w rodzinie narodziło płci dziewczęcej, o wdzięcznym imieniu Hanna:))
Wpadłam w róże jak śliwka w kompot:)
Tosia, córa ma osobista, tyloma różowościami nie jest otoczona, co owa panienka która dopiero co świat ujrzała (i to niewyraźnie wielce:)).
Prezentuję wszem i wobec to co poczyniły rączęta me maleńkie (hehehe) wieczorami, korzystając iż ostatnio deszczowe są niezmiernie i zimne.
Tadadaammm...
Makatka to jest:)
Przeraźliwie różowa, przesłodko dziewczęca:)
Na ocieplince, dla "szytwności".
"Wyhaftowane" literki napisu :KRÓLEWNA
Ponownie detale makatki, wyżej "bukiet" szmatkowych kwiatków.
Rosną sobie one na rzepie.Jeśli chcemy przełożyć makatę na drugą stronę ( o czym niżej), "odrzepiamy" je, i "przyrzepiamy" na stronie drugiej:)
Druga strona - jeszcze bez bukietu kwiatków, rzep w trakcie realizacji:)
Do zdjęcia wykorzystałam oczywiście swój malowniczo stojący płotek:))
"Miłosny" detal "tyłu" makaty:)
I jeszcze raz przód. Bo w sumie niezły wyszedł.
Szelki po to by kijek bielony przewlec - i tak ma sobie zawisnąć nad łóżeczkiem dziecięcia:)
Do kompletu zamierzam jeszcze uszyć worek do przechowywania pieluch. Dziś już pewnie nie zacznę, bo korzystając z niespodziewanej, wieczornej obecności Osobistego, jadę ponownie na morgów kopanie.
Braknie mi ziemi do moich skrzyń warzywnych, choć ostatnio przywieźliśmy SZEŚĆ wielkich worków, to jednak jest kropla w morzu naszych potrzeb - minimum to 10 worków jeszcze... Na szczęście, właścicielka morgów nadal podtrzymuje swe miłe (skądinąd dla mnie) rozdawnictwo własnej ziemi. Jakie to szczęście i radość dla mnie nawet sobie nie wyobrażacie.
Wracając jeszcze do mojej makaty - wiecie co?! Wydaje mi się że jest to moja pierwsza praca w której zastosowane ściegi są w miarę równe, i ścielą się tam gdzie powinny:) Chyba jestem dumna nawet troszkę, i z nadzieją spoglądam w moją szyciową przyszłość...
Slogan normalnie mi wyszedł :)
Przy okazji, pochwalę się że udało mi się do prac rękodzielniczych zachęcić SUPERNIANIĘ moich dzieci:))
Karolinka - bo tak ma na imię owa dama:), przychodzi ostatnio do nas (matury -więc ma wolne dni od szkoły) i popołudnia oraz wieczory poświęca na wyszywanie, swoich cudeniek. Złapała bakcyla craftowego, bardzo spodobało się jej to że sama może stworzyć coś cieszącego oko:).
Dziś ukończyła takie cudo:
Obrazek, na ocieplince dla wyglądu, a będzie jeszcze jutro otoczony ramką drewnianą, wybieloną.
Jestem dumna z Karolci, szczególnie że to jej pierwszy kontakt z igłą i nitką. Musicie przyznać że jak na debiutantkę to poradziła sobie naprawdę nieźle. Właśnie siedzi i wyszywa kolejny obrazek dla swojej przyjaciółki. Wkręciła się:)))
A skoro dziś tak u mnie przeraźliwie różowo, tym samym kolorem zakończę:
Migdałek rozkwitł, strasznie lubię ten krzew:)
Koniec i bomba, kto przeczytał ten...
niiieeee, nie skończę jak SzanPan. Gąbrowicz:)))
Czytajcie i oglądajcie na zdrowie, papa:))


















































