W szafie zmieści się prawie wszystko. Pojemna jest i pękata.
W mej szafie stoi kufer pełen wspomnień.

Szafę mogę zamknąć na klucz i zapomnieć. A potem znów otworzyć i uśmiechnąć się.
Jeśli czasem zapłaczę, to z szafy wyciągnę błękitne chusteczki, wytrę łzy i w końcu przebaczę.

W mojej szafie mogę się schować, zniknąć.
Szafę mogę przemalować i zapełnić miłością, nadzieją i szczęściem.
W szafie zawsze mogę wszystko od nowa poukładać.
Zatem zapraszam - właśnie otwieram swoją ciągle jeszcze niepoukładaną:
Szafę malowaną





9 listopada 2012

Zaczynam pękać

Pękać w dosłownym znaczeniu ;)
Pękam, bo rozpiera mnie radość i duma - nie mieści się to wszystko we mnie :)
Rozpiera mnie radość, i zaczynam się bać czy najbliższe wolne dni przetrwam w jednym kawałku.

Miniony czwartek był szkolnym dniem zebraniowym. Zebrali się rodzice, i słuchali jak mądrzy gadali ;)
Poszłam posłuchać i ja. Z duszą na ramieniu.
Tego nauczył mnie ubiegły rok. Bo ubiegły rok szkolny nie należał do łatwych, oj nie :>
Janko był delikatnie mówiąc trudny w pożyciu i obyciu. Co skutkowało wzajemną niską tolerancją w relacjach wszelakich, najczęściej: Janko - rodzina - szkoła.
Tosia, równie delikatnie, aczkolwiek niezwykle niezłomnie i konsekwentnie, jak na dziewuszkę obdarzoną subtelnością i delikatnością kwiatu wonnego, odmawiała jakiejkolwiek współpracy podczas przyjmowania nauk wszelakich, a jak wiadomo ogółowi, obowiązkowych.
Było ciężko. Momentami bardzo nawet.
Mniej więcej od maja, maleńkimi kroczkami zaczęliśmy docierać do różnorodnych źródeł powodujących owe problemy. Pytania które długo pozostawały bez szans na jakiekolwiek odpowiedzi, wreszcie je zyskały. Wyjaśnieniu uległy bardzo ważne dla dzieci kwestie, powodujące niemałe zamieszanie i najzwyczajniejszy  ból i cierpienie. Ostatecznie czerwiec przyniósł długo oczekiwane zmiany, dzięki czemu dziś z wielką radością możemy powiedzieć że wychodzimy na prostą ;)))
Jest lepiej, a przede wszystkim są perspektywy na jeszcze lepsze ;)
A moje serducho, do niedawna strwożone i znękane powoli zaczyna bić w zwykłym sobie znanym rytmie:)
Jest dobrze. I oby się tak utrzymało ;)

Czwartek. Zebranie u Janka.
Najpierw tradycyjna, ogólna pogawędka w stylu: miło mi, dzieci są fajne, radzą sobie dobrze i wreszcie podział na osobowości konkretne ;)
I co? I pstro:) Bowiem mój Janko wzbudza w wychowawczyni zdziwienie faktem przebywania w klasie zerowej, albowiem tak naprawdę winien (wg niej) być już w pierwszej :) Spuchłam, normalnie spuchłam :)))) Lico me zaróżowione zalotnie zyskało wielkiego rogala, który długo zejść z niego jeszcze nie mógł :)))))
Janek jest jednym z najlepiej rozwijających się i rokujących dzieciaczków w grupie.
Wiem że to dopiero zerówka, wiem. Tak samo jak wiem, że Jaś zawsze miał ogromną wiedzę i równie wielką potrzebę jej zdobywania i odkrywania. Jednak ubiegły rok był dla niego bardzo trudny, i wcale nie dlatego że poszedł wcześniej do szkoły, bo jak wspomniałam problemy były znacznie głębsze. Dlatego tak bardzo się cieszę z postępów jakie dziś robi moje dziecko. Wreszcie "wrócił" Janek którego ja zawsze znałam, jakim był przed ubiegłym rokiem szkolnym :) I wreszcie to, co ja dostrzegałam od lat, dostrzegli inni!

Zebranie u Tosi - też obskoczyłam a co :)
Wcześniej droczyłam się z córą że wcale, ale to wcale nie zamierzam pójść na żadne zebranie, bowiem obawiam sie tego co usłyszeć na nim mogę ;)))
Co zrobiła Tosia? Dopilnowała bym na zebranie poszła, osobiście poświęcając możliwość wyjazdu popołudniowego do uwielbianych dziadków!!!
Przyszła do mnie do pracy, i upominała z częstotliwością co 3 minuty (jakie to perfidne i upierdliwe!), o konieczności przejścia do dalszych pomieszczeń szkolnych celem wiadomym ;)
No poszłam, poszłam, a jak już doszłam to i posłuchałam. W efekcie po pierwszym rogalu na licu, pojawił się rogal do kwadratu :)
Bo Tosia załapała bakcyla naukowego :) Nawet jeśli gada na lekcji to najczęściej jej tematy oscylują w okolicach nauk ścisłych i niezbędnych :) Co więcej, zaraziła swoją sumiennością i chęcią zdobywania wiedzy kolegę z ławki! Wychowawczyni pozostaje jedynie obserwatorem licznych "rozmów" Tosino - koleżeńskich, czasem jedynie prostując tok rozumowania, albowiem dzieci DYSKUTUJĄ na TEMAT w dodatku NAUKOWY! O!!!
Nawet klasówki (bo już się pojawiają) są na bardzo dobrym, piątkowym poziomie !
Prace domowe odrabiane są chętnie i ze zrozumieniem,a przede wszystkim bez przymusu ;)
Czyli puchnę dalej ;)))
Oj, normalnie duma mnie rozpiera od środka i zewnętrza też, co widać, słychać i czuć :)))
Zaznaczam - wcale nie staram się wychowywać dzieci na noblistów, nie zarzucam nadprogramową wiedzą, chyba że same potrzebują rozwinąć swoje wiadomości. Nie oczekuję również by spełniały wszystkie moje oczekiwania, nie planuję już dziś ich przyszłości. Będą kim będą, nie roztrząsam tego, ani nie spędza mi to snu z powiek ;)
Myślę że jedyne co mogę dziś zrobić to starać się towarzyszyć im w ich naturalnym rozwoju, wspierać je, i naprowadzać na tory prowadzące do celu - co z tym zrobią, nie mam pojęcia, mogę mieć tylko nadzieję że będą umiały to w odpowiednim momencie wykorzystać i żyć pełną piersią, w poczuciu szczęścia.
Jako matka ciągle łapię się że czasu który mam dla nich wciąż jest za mało, że gdybym tylko chciała mogłabym jeszcze bardziej im pomóc poznać otaczający świat.  Wciąż mam poczucie że robię za mało, i tak naprawdę nie jest moją żadną zasługą to jakie są dziś. Dlatego tak bardzo jestem dziś dumna z każdego, najdrobniejszego nawet osiągnięcia moich dzieci. I dlatego jestem bardzo szczęśliwa że mimo różnych zaniedbań z mojej strony, moje dzieci są tak bardzo WSPANIAŁE :)
Ach, i szczęściem wielkim jest czas jaki dzieci spędzają teraz z dziadkami. To dzięki nim świat widziany oczyma moich dzieci staje się jeszcze bardziej zrozumiały i czytelny.


A ja pękam z dumy, bo mam wyjątkowe, najlepsze i najwspanialsze dzieci - MOJE DZIECI  ;)))

Mam nadzieję że nadchodzący weekend nie spowoduje dalszych spustoszeń na mojej twarzy - kwadratowy rogal wywołuje niesamowite zmarszczki, muszę zatem koniecznie ujędrnić skórę... na (oby) kwadratową przyszłość ;)))

9 komentarzy:

  1. i oby tak co najmniej do matury!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana TAKIE zmarszczki to można z dumą na pyszczysku nosić :)))Ogromnie się cieszę a raczej (-my).Tak trzymać i oby tak dalej!
    Ogromne całusy dla WSPANIAŁYCH DZIECIACZKÓW od nas :*****
    A biżuty dziergane rewelka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać jesteś bardzo mądrą i rozsądną mamą. Uważam , że wychowanie dzieci jest wielką sztuką. Najważniejsze, by się w tym nie pogubić i by nic nie umknęło naszej uwadze.Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak to już jest, raz pod wozem, raz na wozie. Pod nim byłaś już wystarczająco długo.Z pewnością drobne problemy będą i w przyszłości, ale niech one gradem twarzy Twej nie skalają, będzie dobrze! Mówię Ci to ja, stara matka ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz z czego być dumna:-)))
    Pozdrawiam
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje ogromne !! Bardzo miło jest czytać takie wieści ,a jako rodzic doskonale rozumiem Twoją dumę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, wiem o czym piszesz - duma z dzieci rozpiera niesamowicie i jest taką naszą małą nagrodą za nerwy, nieprzespane noce (bo katar, bo gorączka, bo wysypka, bo kaszel...) i poświęcony czas. Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pękanie uzasadnione jak najbardziej:) Jak dobrze, jak jest dobrze:) Gratuluję wspaniałych dzieciaczków i oby tak dalej do matury:)))

    OdpowiedzUsuń