W szafie zmieści się prawie wszystko. Pojemna jest i pękata.
W mej szafie stoi kufer pełen wspomnień.

Szafę mogę zamknąć na klucz i zapomnieć. A potem znów otworzyć i uśmiechnąć się.
Jeśli czasem zapłaczę, to z szafy wyciągnę błękitne chusteczki, wytrę łzy i w końcu przebaczę.

W mojej szafie mogę się schować, zniknąć.
Szafę mogę przemalować i zapełnić miłością, nadzieją i szczęściem.
W szafie zawsze mogę wszystko od nowa poukładać.
Zatem zapraszam - właśnie otwieram swoją ciągle jeszcze niepoukładaną:
Szafę malowaną





9 lutego 2012

Zimno

jest mi notorycznie zimno:(
Wiem że nie jestem w tym odczuciu odosobniona. Nie mniej informuję jeno iż marznę, aczkolwiek dycham jeszcze ;)
Nic się u mnie nie dzieje ręczno-twórczego, z uwagi na powyżej wspomniane okoliczności. Maszyna zniesiona, czeka na rozłożenie i zasiąście do niej już od kilku dni, ale ja po powrocie ze szkoły spędzam czas na rozgrzaniu się. Zajęcia w świetlicy odwołane, szkole nie... a zimno pioruńsko:(
Obserwuję za to od kilkunastu dni skrzydlatego gościa. Nijak mi po drodze do atlasu ptaków, więc jeśli ktoś WIE, niech się wypowie:


 Ptaszyna (całkiem słusznych rozmiarów), odżywia się owockami winobluszczu porastającego nasz podcień.
Co więcej, nie boi się specjalnie naszego kota który bywa, że podczas pobytu na podwórku, przesiaduje sobie kilka chwil na parapecie okna kuchennego. Zwierzaki nie spuszczają z siebie wzroku,  ale zawarły chyba coś w rodzaju paktu. Myślę że nawet one rozumieją że w takich dniach, nawet naturalni wrogowie powinni się wspierać ;))))
Z dalszych obserwacji.
Panujące mrozy dzieciom nie straszne. Moje ciągle wychodzą na podwórko i korzystają z zaistniałych okoliczności przyrody do wypęku :) Jak nie sanki to nartki czy łyżwy. Typowe szaleństwo zimowe. Ciekawe czy tak im zostanie na zawsze...



A wieczorem, po takich zimowych swawolach, dzieciaki zażywają rozgrzewających kąpieli w pachnących pianach - w ilościach kosmicznych :)))



Muszę się wreszcie zmobilizować, i wracać do porzuconych prac ręcznych. Zainteresowana wie o co chodzi, a ja solennie obiecuję poprawę i zrealizowanie obiecanego, ciągle w połowie tylko ukończonego:P
Tymczasem żegnam miło, do następnego ;)

17 komentarzy:

  1. Twój zimowy gość to kwiczoł. Bardzo sympatyczne ptaszę. My w zeszłym roku mieliśmy zimą w sadzie jednego kwiczoła, a w tym mamy...jakąś setkę:-)))
    Ciepłe pozdrowienia!
    Asia
    PS. Mi też jest non stop zimno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wyjaśnienie zagadki :))) bardzo sympatyczny, ale żeby setka... I do CIEPŁEGO w takim razie :)))

      Usuń
  2. kwiczoł??????? nawet nie wiedziałam ,ze taki ptak istnieje.....a wiesz ,że u mnie tez te same ptaszysko jest w ogrodzie:))...a przynajmniej bardzo podobne...i tak samo się zachowujące.tylko siedzi na berberysie....ja to się o niego martwię...bo koty....a on prawie na ziemi siedzi,,,jakiś taki zaspany mi się zdaje:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedziałam, ale nawet nie pomyślałam ;) Znaczy owoco-żerne ptaszę, żadnym owockiem przemarzniętym nie pogardzi :) I chyba tak mają że się kotów nie boją, "mój" Kwiczoł też nie lękliwy :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Na pewno jakiś drozdowaty. Pewnie kwiczoł Turdus pilaris, ale może być też Turdus iliacus, czyli droździk. Oprócz owocków lubią też robaczki:) Uszy do góry , ociepla się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na 100% kwiczoł.Droździk, czyli drozd rdzawoboczny jest mniej "pękaty" i inaczej ubarwiony - ma wyraźne białe paski na łebku i rdzawe ubarwienie po bokach:-)))

      Usuń
  5. u nas kiedyś kwiczoły robiły naloty na jarzębinę-jak szarańcza:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Naloty na jarzebinę to u nas robiły przepiękne jemiołuszki - kiedyś naliczyłam 60! :)) A kwiczoło polecioł - dzis go nie było, aż żal, bo piekny.

    OdpowiedzUsuń
  7. To niech się szybciej ociepla, bo ja tez marznę! Fajnie mieć przyrodę za oknem...a nie następne okna, bądź bure podwórko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, fajnie, nieskromnie odpowiem ;)))

      Usuń
  8. też bym na łyżwach pojeździła... ale w moim blokowisku nie jest tak fajnie jak u Was.... pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się odważyła i naskrobała! Łał ale szał ;))) Zdrowiejcie i przyjeżdżajcie to pojeździcie ;))

      Usuń
    2. spokojnie rozkręcę się :) tylko muszę to wszystko jakoś ogarnąć :)

      Usuń
  9. oj jakiż on papuśny, widać jagódki mu służą


    zazdroszcze zimy z całego serca
    u nas już żonkile kwitną

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba raczej nastroszony, u nas zimnica była wtedy ;)))) Już się martwiłam że koniec jego odwiedzin a tu od wczoraj znowu przylatuje ;))))
      Nie zazdrość zimy, ja już mam jej dość,i chcę ŻONKILI, widziałam u Ciebie, widziałam!!!!

      Usuń
  10. U mnie ptasia stołówka pełna skrzydlatych i atlas ptaków leży pod ręką, ale takiego gościa jeszcze u nas nie było.
    A z okoliczności przyrody też mam zamiar korzystać, dobrnęłam wreszcie do ferii:)))
    Na nartach już raz byłam, było super ale cieplej ciut mogłoby się zrobić.
    Pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cieplej ma się robić, nadzieją żyję! Narty... cóz chyba dojrzeliśmy do decyzji, i na przyszły sezon się zaopatrzymy w biegowe, albo może szybciej w łyżwy... zobaczymy, dla mnie to i tak duży krok podjęcie TAKIEJ decyzji, z racji mojej ogromnej niechęci do zimy. JA CHCĘ JUŻ LATA!!! Atlas chyba zaraz przeniosę na parapet kuchenny wobec tego ;))) Pozdrowionka serdeczne dla całej rodzinki ;)))

    OdpowiedzUsuń