W szafie zmieści się prawie wszystko. Pojemna jest i pękata.
W mej szafie stoi kufer pełen wspomnień.

Szafę mogę zamknąć na klucz i zapomnieć. A potem znów otworzyć i uśmiechnąć się.
Jeśli czasem zapłaczę, to z szafy wyciągnę błękitne chusteczki, wytrę łzy i w końcu przebaczę.

W mojej szafie mogę się schować, zniknąć.
Szafę mogę przemalować i zapełnić miłością, nadzieją i szczęściem.
W szafie zawsze mogę wszystko od nowa poukładać.
Zatem zapraszam - właśnie otwieram swoją ciągle jeszcze niepoukładaną:
Szafę malowaną





9 czerwca 2011

Kiedyś.

Odkąd pamiętam spędzałam jakoś wakacje. Jeździłam na kolonie, obozy, wczasy.
Ale tymi najpiękniejszymi były wakacje spędzane u mojej Babci. I wcale na żadnej wsi! Choć miasto to też nie było, jednak mieścina była to maleńka, i nawet nie położona wśród jezior, gór, czy lasów zielonych. Właściwie, atrakcji żadnych tam wówczas nie było, a le to właśnie do tamtych wakacji najczęściej wracam myślami...
Do mojej Babci.


Kiedyś...
Kiedyś, gdy Babcia żyła świat był inny, bardziej bezpieczny, spokojny, kolorowy.
Kiedyś uwielbiałam robić Babci psikusy w postaci szybciorem przestawionych mebli, czy niespodziewanie wysprzątanego domu, tak bez zachęty z Babci strony, i podczas jej nieobecności w domu :) I zawsze taki poprzestawiany układ pozostawał do czasu naszego wyjazdu.
Moja Babcia nigdy nie zabroniła nam nocować na balkonie! Nie mieliśmy namiotu, a babciny balkon stawał się nim, z dachem z kocy i narzut - jaka przednia to była zabawa! "Znikaliśmy" na cały dzień:) Nigdy na nim nie spaliśmy (parter!), ale też Babcia nigdy nie zabroniła tego tak zwyczajnie, tylko gdy już wymościliśmy sobie z kołder "łóżka" w naszym "namiocie", zaglądała do środka, chwaliła, a potem głośno się zastanawiała czy: aby burz nie będzie w nocy, bo właśnie zapowiadali..." ;))) Brała nas sprytem, a my nigdy nie buntując się grzecznie wracaliśmy do naszych "normalnych" łóżek, bo burze to poważna sprawa dla namiotu z kocy :))))
Kiedyś...
Uwielbiałam czas spędzany u Babci i z Babcią. Niespecjalnie poszukiwałam towarzystwa koleżanek, wystarczała mi sama Jej obecność.
Gdy chciałam zarobić sobie parę groszy jeździłam Babciną czarną damką, z  koleżankami na wiśnie i maliny. Mało że zarabiałam to jeszcze opychałam się tymi owocowymi słodkościami ze smakiem. A przywiezione do domu przemieniały się w pyszne kompoty za sprawą babci. Dziś owoce już mi tak nie smakują, jak tamte wtedy. A rower był o wiele za duży dla mnie, a może to ja byłam o wiele na niego za mała? :) To były moje pierwsze zarobione pieniądze, i pamiętam gdy potem pojechałam do pobliskiego Inowrocławia na "zakupy", cudne było uczucie posiadania własnych "pieniędzy" jak również uczucie inne... to przez które ciężko było te pieniądze wydać:)
A jeśli było strasznie gorąco jechałam również z koleżankami i bratem na bagażniku,wykąpać się  nad staw. Jechało się daleko, łąkami, białymi kamienistymi dróżkami, pośród pól zbożowych. A z rosnących w zbożu chabrów zrobiłam kiedyś winko:) Babcia potem twierdziła że bardzo jej smakowało, teraz domyślać się tylko mogę że kręciła aż miło :)))
Gdy już byliśmy nad tym stawem to po kąpieli (kiepsko wówczas pływałam!), wyciągało się z bawełnianej torby szklaną butelkę (po napoju stricte wyskokowym:)) z herbatą, kanapki - najlepsze były te z babcinym smalcem i skwarkami, i robiliśmy piknik, a jeszcze potem, leżąc na kocu wypatrywało się na niebie chmur o ciekawych kształtach:)
Kiedyś...
To właśnie podczas wakacji u Babci zrobiłam swoje pierwsze w życiu pierogi. Z własnoręcznie uzbieranymi poziomkami na Górze Harcerskiej :) Twarde były jak piorun, ale wszyscy je zjedliśmy, i żałowaliśmy że tak ich mało było:)
Babcia umiała dziergać na drutach, prawdziwe cuda wianki dziergała, nawet firany robiła. Dziś wspominam to z podziwem, bowiem zrobienie firan do naszego dużego pokoju, na blokowe dwa duże okna, dwa wąskie i okno balkonowe, to dla mnie nie lada wyczyn! A te firany były w dodatku od sufitu do podłogi! I swetry Babcia nam robiła, sukienki ażurowe i bluzeczki. Nie  wspomnę o haftowanych serwetkach, obrusach i bieżnikach. To dzięki Babci umiem dziś jako tako wyszywać, cerować i coś tam kumam w drutach (prawo-lewo, ale zawsze;)). To Babcia zaraziła mnie maszynoszyciem - szyła nam ubranka jak najlepsza krawcowa!
I ser topiony umiała zrobić, nie przepadałam za nim niestety :), ale za to roladę z bitą śmietaną robiła rewelacyjną, i korniszony :)
Kiedyś...
Bardzo lubiłam chodzić z Babcią na jej działkę. I tam sama nauczyłam Babcię jeść kanapki ze smalcem i młodą marchewką, pycha ! Babcia hodowała kury, czasem kaczki lub gęsi i prosiaczka:) Pamiętam koguta wariata, który nie znosił jak się ręce podnosiło nad głowę. Wiedziałam o tym, Babcia nas wcześniej ostrzegła, ale ja tak starsznie się bałam tego koguta, że gdy do mnie podbiegł podniosłam z przestarchu ręce do góry, a ten wariat rzucił się na mnie!!! Uratowała mnie Babcia :)
Pamiętam też, gdy w czasie ferii zimowych siedzieliśmy wszyscy (ja i moje rodzeństwo) wokół ławy, na fotelach. Wszyscy mieliśmy robótki w rękach, wtedy akurat wyszywaliśmy (nawet mój brat!), opowiadaliśmy sobie różne historie z naszego życia szkolnego i śmialiśmy się do łez, a najbardziej "śmiała się" nasza Babcia;)
I pamiętam gdy Babcia przyniosła do domu małego wróbelka, którego gdzieś znalazła. Uratowaliśmy go, karmiliśmy, pieściliśmy, a on spał na babcinym ramieniu podczas szycia:)
Kiedyś...
To były najpiękniejsze lata mojego życia. Nie tęsknię do szkoły, choć niektórzy to przepowiadali, nie tęsknię do lat młodzieńczych choć mówią że są najpiękniejsze. Nie tęsknię tak naprawdę za niczym minionym.
Ale tęsknię każdego dnia do tamtych chwil u Babci, do jej uśmiechu i złości udawanej gdy kłóciliśmy się z rodzeństwem, a Ona wpadała do pokoju i "krzyczała" na nas: uspokójcie się, pierniki jedne!" :)
Kiedyś...
Moja Babcia sama wychowywała trójkę dzieci. Moja mama miała trzy lata gdy zmarł jej ojciec, a mąż Babci. Najmłodszy brat mamy miał wtedy półtora roku. Była sama, zdruzgotana, ale dzielna, nie poddała się. Poszła do pracy na kolei, nie było jej łatwo. Jej dzieci musiały szybko dorosnąć. Ale Babcia nigdy się nie skarżyła. Jest dla mnie wzorem samodzielności, zaradności, mądrości życiowej, to od Niej czerpałam i czerpię siłę.
Dzięki pracy Babci mieliśmy nie raz okazję przejechać się lokomotywą parową czy elektryczną:)


 Kiedyś...
Dziś przypada kolejna rocznica śmierci mojej Babci. Już dziewiętnasta. Odeszła po długiej chorobie, wiem że na pewno jest w tym lepszym świecie, wiem że przygląda się nam z góry, czasem słyszę jej głos "pierniki jedne"...
Ale też nadal często łapię się na chęci opowiedzenia czegoś Babci, napisania do Niej pocztówki. Tęsknię do jej spojrzenia które zawsze jakimś cudem "mówiło" że nas kocha.
Żałuję że nie poznała mojego męża, moich dzieci, ale wierzę że ciągle nad nami czuwa.
Byłam jej ukochaną wnuczką. Dowiedziałam się o tym w kilka lat po jej śmierci. Nigdy tego nie odczułam jakoś specjalnie, bo nigdy nie faworyzowała nikogo z naszej trójki, była sprawiedliwa. Dla nas wszystkich była i pozostanie na zawsze naszą ukochaną  Babcią, TĄ NAJLEPSZĄ.
I czekała, jak zawsze uparta, czekała aż urodzi się jej ostatnia wnuczka, moja siostra cioteczna. Dopiero potem odeszła... obie były w tym samym szpitalu.
Dziewiętnaście lat temu skończył się jeden z piękniejszych etapów mojego życia. Wiem że wiele zawdzięczam Tej której już nie ma. Odeszła, choć dla mnie ciągle żyje, dzięki takim właśnie wspomnieniom.
Niewiele mam po Niej pamiątek, kilka zdjęć, kilka serwetek szydełkowych, jakiś sweter, zegarek i  niepełen serwis w niezapominajki. Babcia chciała żebym go miała. To resztki z dużej zastawy stołowej, pięć filiżanek, dzbanek, sosjerka, cukiernica i mlekownik. Niekompletny, a dla mnie bezcenny. O ten zestaw drżałam najbardziej podczas przeprowadzki.

Mam też starą maszynę, dziś stoi w mojej sypialni.
Niewiele tego, ale dla mnie te rzeczy maja niezwykłą wartość. Nie tylko sentymentalną, wartość samą w sobie, życiową, ponieważ jest to świadectwo życia kogoś dla mnie ważnego, bardzo bliskiego, kogoś kogo brak zawsze odczuwam. Mojej Babci.
Mam też to, co najcenniejsze, niektóre wypłowiałe, niektóre już niepełne, przymglone minionymi latami, ale dla mnie najważniejsze. Moje wspomnienia. Wspomnienia pięknych chwil i pięknego dzieciństwa.
Za te wspomnienia dziękuję Jej każdego dnia. I pielęgnuję je starannie.

10 komentarzy:

  1. Kochana
    Własnie siedzę w pracy i znalazłam chwilkę, aby zaglądnąć na ulubione blogi i przeczytałam twego posta i poryczałam się, pieknie napisałaś, najważniejsze to pielęgnowanie wspomnień, aby nie wyblakły calkowicie.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Iwonko... Z każdego słowa wyziera Twoja ogromna miłość, przywiązanie i ogromny szacunek do Babci...
    Przepiękny post... Przeczytałam go uśmiechając się przez łzy.

    OdpowiedzUsuń
  3. jak pięknie to napisałaś, w każdym słowie czuć miłość, szacunek i tęskonotę...babcia na pewno uśmiecha się teraz, taka babcia i taka wnuczka to skarb!

    OdpowiedzUsuń
  4. dziekuje bardzo ze podzielilas sie wspomnieniami

    ...to ze Jej juz nie ma nie powinno Cie powstrzymywac przed napisaniem doNiej kartki lub listu

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna, bezinteresowna, wszechogarniająca miłość ... oby nie odeszła w zapomnienie w czasach kiedy wszystko przelicza się na pieniądze

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczytałam się i wzruszyłam.Piękny post!jak pięknie piszesz!!!!
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  7. Babciami stoi ten niedobry świat:) W tych wspomnieniach, jak kiedyś na jej kolanach znajdujesz dziś schronienie i spokój:) Postęp i internet są wszechobecne, więc na pewno Twoja babcia przeczytała ze swojej mięciutkiej chmurki tego posta i jest jej bardzo miło. Bliscy nie odchodzą, żyją w naszych sercach i wspomnieniach. Pozdrawiam Cię ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dziękuję za Wasze słowa.

    OdpowiedzUsuń